Narcystyczna matka, nawet jak naprawdę choruje, nie chce się realnie wyleczyć. Często robi wszystko, by być coraz bardziej chora, bo to zapewnia jej Twoją służbę i zwalnia z samodzielności. Do tego jeszcze matka Ciebie obwinia o to, że tak źle się czuje i Tobie każe znaleźć cudowny sposób na jej wyleczenie. Odrzuca zalecenia lekarzy, bo "musi być lepszy sposób", a ten sposób oczywiście masz znaleźć Ty. Jak nie znajdziesz, jesteś winna. W ten sposób narcyza załatwia sobie kilka spraw: uwagę, władzę, wpędzanie córki w poczucie winy i składanie na innych odpowiedzialności za siebie. Narcyza hipochondryczka często nadużywa leków (albo ich wcale nie bierze, kiedy powinna), ignoruje zalecenia lekarskie albo nawet postępuje dokładnie odwrotnie niż zalecają jej lekarze - np. objada się, kiedy choruje na cukrzycę. Albo pije alkohol, kiedy choruje na wątrobę. Podejmuje wiele ryzykownych działań i prowokuje sytuacje, w których może odnieść drobne urazy. Kiedy przydarzy się jej jakiś wypadek, bardzo długo dochodzi do siebie - chociaż lekarze twierdzą, że jest zdrowa, ona wciąż skarży się na bóle, ograniczoną sprawność, drętwienie kończyn, itd. Odrzuca przy tym wszelkie sensowne sposoby leczenia, które mogłyby jej przywrócić formę. Odmawia, albo w ogóle się nie przykłada do rehabilitacji, biadoląc i oczekując, że otoczenie będzie ją cały czas traktować jak niepełnosprawną.
Moja matka miała kiedyś wypadek, w którym uszkodziła sobie kolano. Lekarze ją poskładali, ale ostrzegli, że pełną sprawność może przywrócić tylko operacja, wyznaczyli termin. Zlecili rehabilitację. Oczywiście, matka nie poszła na operację, a na rehabilitację poszła tylko po to, by dręczyć fizjoterapeutów narzekaniem. Nie wykonywała zaleconych ćwiczeń w domu. Przestała prowadzić samochód (i do śmierci ojca, kilka lat później, już nie wsiadła za kierownicę), kazała sobie podawać jedzenie i ubierać się, jakby była sparaliżowana. Siedziała w fotelu z nogą na podnóżku, całymi dniami. Ten stan trwał okrągły rok. Mój ojciec nawet buty jej wiązał i wszystkie te przywileje bezradnej, niepełnosprawnej osoby, zachowała także po wyzdrowieniu. A przecież była ogólnie zdrową, szczupłą, wysportowaną 60-latką. Wielokrotnie proponowałam, że sfinansuję jej operację w prywatnym szpitalu razem z rehabilitacją w sanatorium. Odmówiła. Było jej wygodnie. "Wyzdrowiała" dopiero jak zaczęła tyć wskutek bezczynności - jak już wspominałam, bycie szczupłą było jej obsesją.
Narcyza hipochondryczka wymusza posłuszeństwo na swojej córce poprzez szantażowanie jej swoją chorobą i groźbą śmierci. Jeśli córka chce podjąć decyzję, która nie podoba się narcyzie, hipochondryczka natychmiast zaczyna "chorować". Np. córka chce wyjechać do innego miasta albo przyjąć nową pracę, a to zagrożenie, że będzie miała mniej czasu na wizyty u matki i służenie jej. Albo chce wyjść za mąż lub spędzać więcej czasu ze swoją rodziną - narcystyczna matka nie może znieść, że nie będzie już na pierwszym miejscu. Kiedy tylko córka o tym wspomni, matka dostaje nagłego pogorszenia, wydzwania całymi dniami, płacząc do telefonu i wzywa ją w środku nocy, robiąc dramatyczną scenę. Przekonuje córkę, że absolutnie nie da sobie rady bez niej. Szantażuje ją swoją nieuchronną śmiercią, gdy córka ją "opuści". Jest niestety wiele kobiet, które nigdy nie wyszły za mąż, na nawiązały przyjaźni, nie zrealizowały swoich talentów w wymarzonej pracy i utkwiły w miejscowości urodzenia, bo bały się "porzucić" bardzo "schorowaną" matkę. Kilka typowych wypowiedzi narcyzy hipochondryczki, obliczonych na wywołanie poczucia winy:
Tylko ty mi zostałaś.
Jestem taka samotna.
Mogę tutaj umrzeć i nikogo go nie obejdzie.
Poświęciłam całe życie dla ciebie, a ty chcesz, żebym umarła.
Jesteś bez serca dla starej, schorowanej matki.
Jeszcze jedną funkcją "choroby" narcystycznej matki jest karanie córki za nieposłuszeństwo. Jeśli jednak zrobiłaś to, czego nie akceptowała narcyza, możesz spodziewać się, że "pogorszeniu zdrowia" matki będzie towarzyszyło obwinianie Ciebie i składanie na Ciebie odpowiedzialności za wszystko, co złe. Pamiętaj, że nawet jeśli matka zachorowała na prawdziwa chorobę czy miała prawdziwy wypadek, sytuacje takie nie mają nic wspólnego z Twoimi wyborami i to nie Ty jesteś za nie odpowiedzialna. Charakterystyczne dla narcystycznych matek jest także to, że obwiniają córki o całkowicie losowe wydarzenia niezależne od nikogo. Kiedy narcyzie przytrafi się jakieś nieszczęście, ktoś musi być mu winien i ktoś musi być za nie ukarany. Najczęściej Ty, jej córka. Mnie matka karała za to, że jej umarł mąż. Moja "wina" polegała na tym, że mój mąż żył, a jej nie. Typowe obwiniające wypowiedzi narcyzy:
Zobacz, do czego mnie doprowadziłaś!
Skróciłaś mi życie.
Nie mam już po co żyć.
To przez Ciebie złamałam nogę, bo nie przyjeżdżasz i sama musiałam wejść na strych.
Ojciec umarł przez Ciebie. Pękło mu serce, że już nie odwiedzasz starych rodziców.
Czasem narcyza-hipochondryczka jest faktycznie samotna i opuszczona przez wszystkich innych. Stało się tak jednak wskutek jej własnych wyborów: otoczenie, znużone jej manipulacjami i niekończącymi się żądaniami, starannie jej unika. Przyjaciół straciła na własne życzenie, a rodzina nie odbiera już jej telefonów. Ale nie Ty jesteś odpowiedzialna za ten stan rzeczy i nie Ty musisz naprawiać konsekwencje wyborów matki. Starość to czas, kiedy narcyza zbiera to, co zasiała. Nie znaczy to wcale, że odda się jakiejś refleksji na ten temat, o nie. Będzie obwiniała o wszystko otoczenie: niewdzięczne dzieci, okrutni krewni, zdradzieccy przyjaciele. Przy tym często taka narcyza z rozmysłem unika wszelkich okazji do zdobycia nowych znajomości, przyjaciół, nawiązania bliższych kontaktów z innymi członkami rodziny. Chociaż najczęściej ma możliwości, np. może uprawiać działkę czy uczęszczać na uniwersytet trzeciego wieku, robi wszystko, by "opuszczona i nieszczęśliwa" samotnie siedzieć w domu. Często jest "zbyt chora", żeby wyjść z domu, tamten się je nie podoba, ten ją denerwuje, a dzieci Twojej kuzynki są zbyt hałaśliwe. Wszystko po to, by uwiesić się na Tobie, epatując swoim "nieszczęściem" i postawić Cię w trudnej psychologicznie sytuacji, gdy jesteś faktycznie ostatnią osobą, która jej została. Ale pamiętaj - nie Ty za to ponosisz odpowiedzialność, to decyzja matki, by być samą, więc niech teraz stawi czoła konsekwencjom swoich wyborów. Jeśli zaś Twoja matka jest naprawdę niedołężna/umierająca, polecam Ci ten post. Narcyza hipochondryczka uwielbia być nieszczęśliwa nie tylko na tle zdrowotnym. Często płacze, wspomina, że jej życie się skończyło, wszystko jest beznadziejne i już czeka tylko na śmierć. Jeśli próbujesz ją pocieszyć, rozweselić, zająć czymś i wyciągnąć z domu, jesteś skazana na niepowodzenie. Narcyza prowadzi perfidną grę, którą psychologowie nazywają Tak, ale. Cokolwiek zaproponujesz, odrzuci to. Np:
Może pojedziemy do cioci Halinki, mamo? Tak, ale ona okropnie gotuje.
Mamo, może pójdziemy do kina? Tak, ale niczego dobrego nie grają.
Mamo, pojedź z nami na wycieczkę. Tak, ale nie mam odpowiednich butów.
Cokolwiek robisz, jakiekolwiek warunki spełnisz, jej pocieszenie nigdy nie następuje. Ona nie chce pocieszenia, bo szczęśliwa nie będzie tak bardzo "potrzebowała" Ciebie. Bycie umęczoną cierpiętnicą jest najlepszym środkiem sprawowania kontroli nad córką. A Ty czujesz się winna, że nie potrafisz jej pomóc. To właśnie jest jej celem. Oczywiście, czasem ludzie chorują na depresję. Jak odróżnić prawdziwą depresję u matki od szantażu emocjonalnego? Szantaż emocjonalny zwykle wiąże się z żądaniem czegoś dla siebie ze strony narcyzy, jako warunku ustąpienia depresji. Na przykład ona chce, byś przychodziła do niej z rodziną w każdą niedzielę, a wtedy na pewno się jej poprawi. To pułapka. Jak zaczniesz przychodzić w niedzielę, wcale się jej nie poprawi lub tylko na chwilę, a potem sformułuje nowe żądania pod Twoim adresem. Osoba w prawdziwej depresji nie będzie miała ani żądań, ani nawet energii do walki o swoje interesy. Dodatkowo, osoba w prawdziwej depresji da się zaprowadzić do lekarza i będzie przyjmowała jego zalecenia - narcyza szantażująca Cię swoją "depresją" nie przyjmie żadnej pomocy, która nie będzie bezwarunkowym spełnieniem jej wszystkich żądań.
Moja babka od strony matki była narcyzą hipochondryczką. Odkąd pamiętam, była "umierająca". Dobre 40 lat. Od niepamiętnych czasów narzekała, że tu ją boli, tam ją strzyka, a tabuny lekarzy, których odwiedzała, rzekomo wieszczyło jej rychły zgon, już dziesięciolecia temu. Wynajdywała sobie wciąż nowe choroby i wymyślała wciąż nowe dolegliwości. Cierpiała też na prawdziwe choroby, ale żadna z nich jej nie pokonała. Mimo otyłości, cukrzycy i nadciśnienia, babka przeżyła (będąc, przez znakomitą większość swego życia, w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej) prawie 90 lat, zmarła na raka. Wszystko musiało się zawsze kręcić wokół niej, jej nieszczęść i problemów ze zdrowiem. Miała zwyczaj stawiania córek (mojej matki i jej siostry) w sytuacji, w której zawsze były winne jej chorobom i nieszczęściom. Musiały się czuć wyrodnymi, złymi córkami, które nie dbają o schorowaną matkę. Typowa drama babki wyglądała mniej więcej tak: kiedy któraś córka pojawiała się u matki w niedzielę, ta informowała ją, że w poniedziałek (tuż po jej poprzedniej wizycie) doznała zapaści, zabrało ją pogotowie, mało nie umarła, a potem miała szereg bolesnych zabiegów, była taka samotna i cierpiąca. W sobotę oczywiście ją wypisali, sama musiała wspiąć się na piąte piętro, choć mdlała z bólu. Oczywiście, córki kupiły babce telefon, żeby mogła się z nimi kontaktować, ale ona z niego nigdy nie korzystała, znajdując tysiąc wytłumaczeń. Te żałosne kłamstwa miały na celu wyłącznie przyciągnąć do niej współczucie córek i wpędzić je w poczucie winy. Po takiej przemowie babka zwykle formułowała jakieś żądania, które córka, pełna wyrzutów sumienia, natychmiast spełniała. Ewentualnie odbywał się seans użalania się wszystkich nad nią, pośrodku którego siedziała, jak pączek w maśle, uśmiechnięta i usatysfakcjonowana. Oczywiście, w gruncie rzeczy wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że babka kłamie jak najęta, ale i tak córki czuły się winne, nie potrafiły się z nią skonfrontować. Mój ojciec zgrzytał zębami, ale zawsze posłusznie spełniał wszelkie wymagania swojej teściowej (tak samo zresztą jak żony). Sama szybko się zorientowałam, że to oszustka i przestałam od niej odbierać telefony. Zwłaszcza, że babka okazywała mi zawsze zerowe zainteresowanie (pod koniec życia z rozbrajającą szczerością wyznała, że nie wie, ile mam lat i jak mają na imię moje dzieci). Ze szczególnym upodobaniem babka dręczyła moją ciotkę, siostrę mojej matki, która od lat mieszka zagranicą. Kobieta przez 30 lat była na każde zawołanie babki, spędzając każdy urlop w Polsce (a trudno taki urlop nazwać wypoczynkiem), kupując jej domowe sprzęty, załatwiając wizyty, wręczając pieniądze na leki, które babka później przepuszczała na słodycze, których zabraniali jej lekarze albo dawała księdzu na tacę. Ciotka do tego stopnia czuła się odpowiedzialna za babkę, że kiedy przyjeżdżała z zagranicy sprzątała u niej, robiła jej zakupy, gotowała jej coś zdrowego do jedzenia, a i tak zawsze słyszała, że jest niewdzięczną córką, która nie dba o matkę. Postępowanie babki było tym bardziej podłe, że kiedy jej córka, a moja ciotka, miała 20 lat, babka wysłała ją zagranicę samą, w nieznane, do ciężkiej fizycznej pracy, po to, by się tam urządziła i ściągnęła matkę do siebie na wygodne życie. Ciotka wyjechała, jakoś sobie poradziła (choć zapłaciła za to sporą cenę), ale jędzowatej matki nie chciała do siebie brać. Babka więc mściła się na niej, wciąż wpędzając ją w poczucie winy. To jak babka udręczyła je obie, moją matkę i ciotkę przed swoją śmiercią, dokładnie opisuje w drugiej części tego postu.
Jak sobie radzić z narcyzą hipochondryczką?
Po pierwsze, nie próbuj matki leczyć. Nie Ty jesteś odpowiedzialna za jej wyzdrowienie. Możesz ewentualnie zdobyć dla niej telefon do lekarza, ale nie dzwoń i nie umawiaj jej - niech zrobi to sama. Kiedy się umówi i prosi, byś ją zawiozła, zrób to, ale tylko raz. Jeśli wciąż przekłada wizytę, odwołuje, źle się czuje w dniu wizyty, nie woź jej. Daj jej pieniądze na taksówkę (i poproś o rachunek) - prawdopodobnie nie będzie chciała skorzystać, bo ona chce, byś to Ty wokół niej skakała. Możesz bowiem być pewna, że nie chodzi jej o to, by pójść do lekarza i się wyleczyć. Jej chodzi o to, żebyś się nią zajmowała. Szukała dojść do lekarzy, umawiała ją, przekonywała ją, żeby poszła, zawiozła ją do lekarza, pilnowała, czy bierze leki, zjada obiady, itd., itp. Nie będzie niczego robiła, by zmienić tę sytuację, bo ona jej po prostu odpowiada. A skoro nie chce współpracować, to pozostaw ją swojemu losowi. Postaw sprawę jasno: jeśli nie pójdzie do lekarza w sprawie tych konkretnych dolegliwości, nie będziesz więcej z nią o tym rozmawiać. Przykładowa rozmowa:
Matka (dzwoni) - Źle się czuję, mam mroczki przed oczami, przyjedź szybko.
Ty - Czy wezwać pogotowie, mamo?
Matka - Nie, przyjedź, pomożesz mi.
Ty - Czy wezwać pogotowie?
Matka - Po co pogotowie, potrzebuję twojej pomocy!
Ty - Jeśli nie wzywać pogotowia, to znaczy, że nie czujesz się aż tak źle. Zadzwonię wieczorem. I nie odbieraj od niej więcej telefonów aż do wieczora. Nie dzwoń do niej częściej niż raz dziennie (początkowo), później raz na tydzień czy miesiąc. Nie bądź dyspozycyjna.
Porozmawiaj z jej lekarzem o jej chorobach. Poproś o konkretne wskazówki, na co masz zwracać uwagę, co powinno Cię zaniepokoić i skłonić do szukania pomocy lekarskiej. Pozostałe objawy, zgłaszane przez matkę, ignoruj. Nie rób za nią rzeczy, którą jest fizycznie zdolna zrobić. Jeśli odmawia pójścia pod prysznic, niech trzyma się z dala od Ciebie, póki się nie umyje. Mów jej wprost, że nie akceptujesz brudu. Jeśli nie ścieli swego łóżka, nie rób tego za nią, ignoruj ją, póki tego nie zrobi. Jeśli odmawia jedzenia, zabierz jej talerz bez komentarza i nie dawaj jej niczego innego do pory następnego posiłku. Nie angażuj się emocjonalnie ani fizycznie. Twoje współczucie, a nawet frustracja i złość to jej paliwo. Wszelka Twoja uwaga, także negatywna, to zasilanie dla jej narcyzmu.
Zaproponuj wizytę u psychiatry. Jeśli odmówi, ignoruj jej skargi. Odpowiadaj na jej narzekania możliwie najbardziej obojętnym tonem: tak, uhm, słyszę cię, zrozumiałam, ale niczego nie proponuj jako rozwiązanie, nie użalaj się nad nią, nie wyrażaj współczucia, nie pocieszaj. Milcz, niech się wygada, a potem zmień temat na bardziej konkretny, ucinając to. Np. (Matka) Tak okropnie się dziś czuję, nogi mnie potwornie bolą. Ty (obojętnie). Rozumiem. Podgrzeję Ci zupę, mamo. Wychodzisz do kuchni. Ona Zrób coś, jak tak cierpię. Ty (obojętnym tonem). Skonsultuj to z lekarzem, mamo. I tak jak zdarta płyta. To nie Twoja odpowiedzialność. W ostateczności, jeśli ona wciąż narzeka, ale odmawia wizyty u lekarza, wyznacz jej ostateczny termin. Jeśli nie pójdzie, nie odwiedzaj jej i nie rozmawiaj z nią. Raz na jakiś czas odbierz od niej telefon zaczynając od pytania, czy była u lekarza. Jeśli nie, powiedz, żeby zadzwoniła po wizycie i rozłącz się.
Może kochasz swoją matkę i chcesz jej pomóc. Rozważ jednak uczciwie, czy ulegając jej kaprysom i biegnąc na każde zawołanie, faktycznie jej pomagasz? Nie, utrwalasz jedynie stan kalectwa, kiedy zwala na Ciebie wyłączną odpowiedzialność za swoje życie i swoje samopoczucie. Wzmacniasz jej autodestrukcyjne zachowanie, bo przecież się nie leczy, zadowalając się zajmowaniem pierwszego miejsca w Twoim życiu. Wskutek Twojej uległości jej zdrowie się pogarsza, nie poprawia. Pamiętaj, że ona nie chodzi do lekarzy czy znachorów by się leczyć, nie czyta o chorobach, by się z nich wydobyć. Jej celem nie jest wyzdrowienie czy poprawienie swojego samopoczucia, a jedynie sprawne utrzymywanie Cie w stanie podległości. Nie możesz wyleczyć kogoś, kto wyleczyć się nie chce.
Jest wiecznie nieszczęśliwa? Ale czy Ty jesteś odpowiedzialna za to, by była szczęśliwa? Czy spodziewasz się po niej, że będzie robiła wszystko, żebyś Ty była szczęśliwa? Nie, bo wiesz, że jesteś dorosłą osobą i nie spodziewasz się, że inni będą zaspokajali wszystkie Twoje potrzeby. Ona także jest dorosłą osobą. I jeśli wybrała być nieszczęśliwą i schorowaną, to jej wybór i niech ona ponosi jego wszystkie konsekwencje. Jeśli narzeka, wysłuchaj, ale reaguj bez emocji. Tak, uhm, rozumiem i zmieniaj temat, albo powiedz, że musisz kończyć i rozłącz się. Wiem, matka Cię przez lata tresowała, byś natychmiast przejmowała inicjatywę i próbowała coś zrobić, zaproponować, ale weź głęboki oddech i powstrzymaj się.
Jeśli zdecydujesz się na Zero Kontaktu z narcyzą hipochondryczką, musisz liczyć się, że nastąpi gwałtowny "atak choroby". Oraz wyjątkowo paskudna i nasilona kampania oszczerstw. Matka powie komu zdoła, jak okropna, niewdzięczna i okrutna z Ciebie córka, która zostawia schorowaną matkę na pewną śmierć. Staw temu czoła z odwagą. Najlepiej, jeśli zmienisz numer telefonu. Ludzi z rodziny, którzy bezkrytycznie uwierzyli w jej wersję, musisz uznać za straconych. Ale masz tylko taki wybór: albo zniesiesz jej oskarżenia i potępienie niektórych raz, właśnie teraz, albo do końca jej życia będziesz tańczyła jak Ci zagra, szantażując Cię swoimi chorobami. Im będzie starsza, tym chorób będzie przybywać, a jej złośliwość i roszczeniowość rosnąć. Narcyzy stają się z wiekiem coraz gorsze. I coraz trudniej będzie Ci się z tego wyplątać.
Masz jakieś jeszcze sposoby na narcystyczną hipochondryczkę albo inne spostrzeżenia? Podziel się z nami, proszę w komentarzu.