Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stara lub umierająca narcyza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stara lub umierająca narcyza. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 września 2017

Narcyza hipochondryczka, część 2.

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze pod poprzednim postem. I pod innymi postami. Każda uwaga jest niezwykle cenna - w ten sposób wspieramy się nawzajem.

Narcystyczna matka, nawet jak naprawdę choruje, nie chce się realnie wyleczyć. Często robi wszystko, by być coraz bardziej chora, bo to zapewnia jej Twoją służbę i zwalnia z samodzielności. Do tego jeszcze matka Ciebie obwinia o to, że tak źle się czuje i Tobie każe znaleźć cudowny sposób na jej wyleczenie. Odrzuca zalecenia lekarzy, bo "musi być lepszy sposób", a ten sposób oczywiście masz znaleźć Ty. Jak nie znajdziesz, jesteś winna. W ten sposób narcyza załatwia sobie kilka spraw: uwagę, władzę, wpędzanie córki w poczucie winy i składanie na innych odpowiedzialności za siebie. Narcyza hipochondryczka często nadużywa leków (albo ich wcale nie bierze, kiedy powinna), ignoruje zalecenia lekarskie albo nawet postępuje dokładnie odwrotnie niż zalecają jej lekarze - np. objada się, kiedy choruje na cukrzycę. Albo pije alkohol, kiedy choruje na wątrobę. Podejmuje wiele ryzykownych działań i prowokuje sytuacje, w których może odnieść drobne urazy. Kiedy przydarzy się jej jakiś wypadek, bardzo długo dochodzi do siebie - chociaż lekarze twierdzą, że jest zdrowa, ona wciąż skarży się na bóle, ograniczoną sprawność, drętwienie kończyn, itd. Odrzuca przy tym wszelkie sensowne sposoby leczenia, które mogłyby jej przywrócić formę. Odmawia, albo w ogóle się nie przykłada do rehabilitacji, biadoląc i oczekując, że otoczenie będzie ją cały czas traktować jak niepełnosprawną.

Moja matka miała kiedyś wypadek, w którym uszkodziła sobie kolano. Lekarze ją poskładali, ale ostrzegli, że pełną sprawność może przywrócić tylko operacja, wyznaczyli termin. Zlecili rehabilitację. Oczywiście, matka nie poszła na operację, a na rehabilitację poszła tylko po to, by dręczyć fizjoterapeutów narzekaniem. Nie wykonywała zaleconych ćwiczeń w domu. Przestała prowadzić samochód (i do śmierci ojca, kilka lat później, już nie wsiadła za kierownicę), kazała sobie podawać jedzenie i ubierać się, jakby była sparaliżowana. Siedziała w fotelu z nogą na podnóżku, całymi dniami. Ten stan trwał okrągły rok. Mój ojciec nawet buty jej wiązał i wszystkie te przywileje bezradnej, niepełnosprawnej osoby, zachowała także po wyzdrowieniu. A przecież była ogólnie zdrową, szczupłą, wysportowaną 60-latką. Wielokrotnie proponowałam, że sfinansuję jej operację w prywatnym szpitalu razem z rehabilitacją w sanatorium. Odmówiła. Było jej wygodnie. "Wyzdrowiała" dopiero jak zaczęła tyć wskutek bezczynności - jak już wspominałam, bycie szczupłą było jej obsesją.

Narcyza hipochondryczka wymusza posłuszeństwo na swojej córce poprzez szantażowanie jej swoją chorobą i groźbą śmierci. Jeśli córka chce podjąć decyzję, która nie podoba się narcyzie, hipochondryczka natychmiast zaczyna "chorować". Np. córka chce wyjechać do innego miasta albo przyjąć nową pracę, a to zagrożenie, że będzie miała mniej czasu na wizyty u matki i służenie jej. Albo chce wyjść za mąż lub spędzać więcej czasu ze swoją rodziną - narcystyczna matka nie może znieść, że nie będzie już na pierwszym miejscu. Kiedy tylko córka o tym wspomni, matka dostaje nagłego pogorszenia, wydzwania całymi dniami, płacząc do telefonu i wzywa ją w środku nocy, robiąc dramatyczną scenę. Przekonuje córkę, że absolutnie nie da sobie rady bez niej. Szantażuje ją swoją nieuchronną śmiercią, gdy córka ją "opuści". Jest niestety wiele kobiet, które nigdy nie wyszły za mąż, na nawiązały przyjaźni, nie zrealizowały swoich talentów w wymarzonej pracy i utkwiły w miejscowości urodzenia, bo bały się "porzucić" bardzo "schorowaną" matkę. Kilka typowych wypowiedzi narcyzy hipochondryczki, obliczonych na wywołanie poczucia winy:
Tylko ty mi zostałaś.
Jestem taka samotna.
Mogę tutaj umrzeć i nikogo go nie obejdzie.
Poświęciłam całe życie dla ciebie, a ty chcesz, żebym umarła.
Jesteś bez serca dla starej, schorowanej matki. 

Jeszcze jedną funkcją "choroby" narcystycznej matki jest karanie córki za nieposłuszeństwo. Jeśli jednak zrobiłaś to, czego nie akceptowała narcyza, możesz spodziewać się, że "pogorszeniu zdrowia" matki będzie towarzyszyło obwinianie Ciebie i składanie na Ciebie odpowiedzialności za wszystko, co złe. Pamiętaj, że nawet jeśli matka zachorowała na prawdziwa chorobę czy miała prawdziwy wypadek, sytuacje takie nie mają nic wspólnego z Twoimi wyborami i to nie Ty jesteś za nie odpowiedzialna. Charakterystyczne dla narcystycznych matek jest także to, że obwiniają córki o całkowicie losowe wydarzenia niezależne od nikogo. Kiedy narcyzie przytrafi się jakieś nieszczęście, ktoś musi być mu winien i ktoś musi być za nie ukarany. Najczęściej Ty, jej córka. Mnie matka karała za to, że jej umarł mąż. Moja "wina" polegała na tym, że mój mąż żył, a jej nie. Typowe obwiniające wypowiedzi narcyzy:
Zobacz, do czego mnie doprowadziłaś!
Skróciłaś mi życie.
Nie mam już po co żyć.
To przez Ciebie złamałam nogę, bo nie przyjeżdżasz i sama musiałam wejść na strych.
Ojciec umarł przez Ciebie. Pękło mu serce, że już nie odwiedzasz starych rodziców. 

Czasem narcyza-hipochondryczka jest faktycznie samotna i opuszczona przez wszystkich innych. Stało się tak jednak wskutek jej własnych wyborów: otoczenie, znużone jej manipulacjami i niekończącymi się żądaniami, starannie jej unika. Przyjaciół straciła na własne życzenie, a rodzina nie odbiera już jej telefonów. Ale nie Ty jesteś odpowiedzialna za ten stan rzeczy i nie Ty musisz naprawiać konsekwencje wyborów matki. Starość to czas, kiedy narcyza zbiera to, co zasiała. Nie znaczy to wcale, że odda się jakiejś refleksji na ten temat, o nie. Będzie obwiniała o wszystko otoczenie: niewdzięczne dzieci, okrutni krewni, zdradzieccy przyjaciele. Przy tym często taka narcyza z rozmysłem unika wszelkich okazji do zdobycia nowych znajomości, przyjaciół, nawiązania bliższych kontaktów z innymi członkami rodziny. Chociaż najczęściej ma możliwości, np. może uprawiać działkę czy uczęszczać na uniwersytet trzeciego wieku, robi wszystko, by "opuszczona i nieszczęśliwa" samotnie siedzieć w domu. Często jest "zbyt chora", żeby wyjść z domu, tamten się je nie podoba, ten ją denerwuje, a dzieci Twojej kuzynki są zbyt hałaśliwe. Wszystko po to, by uwiesić się na Tobie, epatując swoim "nieszczęściem" i postawić Cię w trudnej psychologicznie sytuacji, gdy jesteś faktycznie ostatnią osobą, która jej została. Ale pamiętaj - nie Ty za to ponosisz odpowiedzialność, to decyzja matki, by być samą, więc niech teraz stawi czoła konsekwencjom swoich wyborów. Jeśli zaś Twoja matka jest naprawdę niedołężna/umierająca, polecam Ci ten post. Narcyza hipochondryczka uwielbia być nieszczęśliwa nie tylko na tle zdrowotnym. Często płacze, wspomina, że jej życie się skończyło, wszystko jest beznadziejne i już czeka tylko na śmierć. Jeśli próbujesz ją pocieszyć, rozweselić, zająć czymś i wyciągnąć z domu, jesteś skazana na niepowodzenie. Narcyza prowadzi perfidną grę, którą psychologowie nazywają Tak, ale. Cokolwiek zaproponujesz, odrzuci to. Np:
Może pojedziemy do cioci Halinki, mamo? Tak, ale ona okropnie gotuje.
Mamo, może pójdziemy do kina? Tak, ale niczego dobrego nie grają.
Mamo, pojedź z nami na wycieczkę. Tak, ale nie mam odpowiednich butów. 

Cokolwiek robisz, jakiekolwiek warunki spełnisz, jej pocieszenie nigdy nie następuje. Ona nie chce pocieszenia, bo szczęśliwa nie będzie tak bardzo "potrzebowała" Ciebie. Bycie umęczoną cierpiętnicą jest najlepszym środkiem sprawowania kontroli nad córką. A Ty czujesz się winna, że nie potrafisz jej pomóc. To właśnie jest jej celem. Oczywiście, czasem ludzie chorują na depresję. Jak odróżnić prawdziwą depresję u matki od szantażu emocjonalnego? Szantaż emocjonalny zwykle wiąże się z żądaniem czegoś dla siebie ze strony narcyzy, jako warunku ustąpienia depresji. Na przykład ona chce, byś przychodziła do niej z rodziną w każdą niedzielę, a wtedy na pewno się jej poprawi. To pułapka. Jak zaczniesz przychodzić w niedzielę, wcale się jej nie poprawi lub tylko na chwilę, a potem sformułuje nowe żądania pod Twoim adresem. Osoba w prawdziwej depresji nie będzie miała ani żądań, ani nawet energii do walki o swoje interesy. Dodatkowo, osoba w prawdziwej depresji da się zaprowadzić do lekarza i będzie przyjmowała jego zalecenia - narcyza szantażująca Cię swoją "depresją" nie przyjmie żadnej pomocy, która nie będzie bezwarunkowym spełnieniem jej wszystkich żądań.

Moja babka od strony matki była narcyzą hipochondryczką. Odkąd pamiętam, była "umierająca". Dobre 40 lat. Od niepamiętnych czasów narzekała, że tu ją boli, tam ją strzyka, a tabuny lekarzy, których odwiedzała, rzekomo wieszczyło jej rychły zgon, już dziesięciolecia temu. Wynajdywała sobie wciąż nowe choroby i wymyślała wciąż nowe dolegliwości. Cierpiała też na prawdziwe choroby, ale żadna z nich jej nie pokonała. Mimo otyłości, cukrzycy i nadciśnienia, babka przeżyła (będąc, przez znakomitą większość swego życia, w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej) prawie 90 lat, zmarła na raka. Wszystko musiało się zawsze kręcić wokół niej, jej nieszczęść i problemów ze zdrowiem. Miała zwyczaj stawiania córek (mojej matki i jej siostry) w sytuacji, w której zawsze były winne jej chorobom i nieszczęściom. Musiały się czuć wyrodnymi, złymi córkami, które nie dbają o schorowaną matkę. Typowa drama babki wyglądała mniej więcej tak: kiedy któraś córka pojawiała się u matki w niedzielę, ta informowała ją, że w poniedziałek (tuż po jej poprzedniej wizycie) doznała zapaści, zabrało ją pogotowie, mało nie umarła, a potem miała szereg bolesnych zabiegów, była taka samotna i cierpiąca. W sobotę oczywiście ją wypisali, sama musiała wspiąć się na piąte piętro, choć mdlała z bólu. Oczywiście, córki kupiły babce telefon, żeby mogła się z nimi kontaktować, ale ona z niego nigdy nie korzystała, znajdując tysiąc wytłumaczeń. Te żałosne kłamstwa miały na celu wyłącznie przyciągnąć do niej współczucie córek i wpędzić je w poczucie winy. Po takiej przemowie babka zwykle formułowała jakieś żądania, które córka, pełna wyrzutów sumienia, natychmiast spełniała. Ewentualnie odbywał się seans użalania się wszystkich nad nią, pośrodku którego siedziała, jak pączek w maśle, uśmiechnięta i usatysfakcjonowana. Oczywiście, w gruncie rzeczy wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że babka kłamie jak najęta, ale i tak córki czuły się winne, nie potrafiły się z nią skonfrontować. Mój ojciec zgrzytał zębami, ale zawsze posłusznie spełniał wszelkie wymagania swojej teściowej (tak samo zresztą jak żony). Sama szybko się zorientowałam, że to oszustka i przestałam od niej odbierać telefony.  Zwłaszcza, że babka okazywała mi zawsze zerowe zainteresowanie (pod koniec życia z rozbrajającą szczerością wyznała, że nie wie, ile mam lat i jak mają na imię moje dzieci). Ze szczególnym upodobaniem babka dręczyła moją ciotkę, siostrę mojej matki, która od lat mieszka zagranicą. Kobieta przez 30 lat była na każde zawołanie babki, spędzając każdy urlop w Polsce (a trudno taki urlop nazwać wypoczynkiem), kupując jej domowe sprzęty, załatwiając wizyty, wręczając pieniądze na leki, które babka później przepuszczała na słodycze, których zabraniali jej lekarze albo dawała księdzu na tacę. Ciotka do tego stopnia czuła się odpowiedzialna za babkę, że kiedy przyjeżdżała z zagranicy sprzątała u niej, robiła jej zakupy, gotowała jej coś zdrowego do jedzenia, a i tak zawsze słyszała, że jest niewdzięczną córką, która nie dba o matkę. Postępowanie babki było tym bardziej podłe, że kiedy jej córka, a moja ciotka, miała 20 lat, babka wysłała ją zagranicę samą, w nieznane, do ciężkiej fizycznej pracy, po to, by się tam urządziła i ściągnęła matkę do siebie na wygodne życie. Ciotka wyjechała, jakoś sobie poradziła (choć zapłaciła za to sporą cenę), ale jędzowatej matki nie chciała do siebie brać. Babka więc mściła się na niej, wciąż wpędzając ją w poczucie winy. To jak babka udręczyła je obie, moją matkę i ciotkę przed swoją śmiercią, dokładnie opisuje w drugiej części tego postu.

Jak sobie radzić z narcyzą hipochondryczką?

Po pierwsze, nie próbuj matki leczyć. Nie Ty jesteś odpowiedzialna za jej wyzdrowienie. Możesz ewentualnie zdobyć dla niej telefon do lekarza, ale nie dzwoń i nie umawiaj jej - niech zrobi to sama. Kiedy się umówi i prosi, byś ją zawiozła, zrób to, ale tylko raz. Jeśli wciąż przekłada wizytę, odwołuje, źle się czuje w dniu wizyty, nie woź jej. Daj jej pieniądze na taksówkę (i poproś o rachunek)  - prawdopodobnie nie będzie chciała skorzystać, bo ona chce, byś to Ty wokół niej skakała. Możesz bowiem być pewna, że nie chodzi jej o to, by pójść do lekarza i się wyleczyć. Jej chodzi o to, żebyś się nią zajmowała. Szukała dojść do lekarzy, umawiała ją, przekonywała ją, żeby poszła, zawiozła ją do lekarza, pilnowała, czy bierze leki, zjada obiady, itd., itp. Nie będzie niczego robiła, by zmienić tę sytuację, bo ona jej po prostu odpowiada. A skoro nie chce współpracować, to pozostaw ją swojemu losowi. Postaw sprawę jasno: jeśli nie pójdzie do lekarza w sprawie tych konkretnych dolegliwości, nie będziesz więcej z nią o tym rozmawiać. Przykładowa rozmowa:
Matka (dzwoni) - Źle się czuję, mam mroczki przed oczami, przyjedź szybko.
Ty - Czy wezwać pogotowie, mamo?
Matka - Nie, przyjedź, pomożesz mi.
Ty - Czy wezwać pogotowie?
Matka - Po co pogotowie, potrzebuję twojej pomocy!
Ty - Jeśli nie wzywać pogotowia, to znaczy, że nie czujesz się aż tak źle. Zadzwonię wieczorem. I nie odbieraj od niej więcej telefonów aż do wieczora. Nie dzwoń do niej częściej niż raz dziennie (początkowo), później raz na tydzień czy miesiąc. Nie bądź dyspozycyjna.

Porozmawiaj z jej lekarzem o jej chorobach. Poproś o konkretne wskazówki, na co masz zwracać uwagę, co powinno Cię zaniepokoić i skłonić do szukania pomocy lekarskiej. Pozostałe objawy, zgłaszane przez matkę, ignoruj. Nie rób za nią rzeczy, którą jest fizycznie zdolna zrobić. Jeśli odmawia pójścia pod prysznic, niech trzyma się z dala od Ciebie, póki się nie umyje. Mów jej wprost, że nie akceptujesz brudu. Jeśli nie ścieli swego łóżka, nie rób tego za nią, ignoruj ją, póki tego nie zrobi. Jeśli odmawia jedzenia, zabierz jej talerz bez komentarza i nie dawaj jej niczego innego do pory następnego posiłku. Nie angażuj się emocjonalnie ani fizycznie. Twoje współczucie, a nawet frustracja i złość to jej paliwo. Wszelka Twoja uwaga, także negatywna, to zasilanie dla jej narcyzmu.

Zaproponuj wizytę u psychiatry. Jeśli odmówi, ignoruj jej skargi. Odpowiadaj na jej narzekania możliwie najbardziej obojętnym tonem: tak, uhm, słyszę cię, zrozumiałam, ale niczego nie proponuj jako rozwiązanie, nie użalaj się nad nią, nie wyrażaj współczucia,  nie pocieszaj. Milcz, niech się wygada, a potem zmień temat na bardziej konkretny, ucinając to. Np. (Matka) Tak okropnie się dziś czuję, nogi mnie potwornie bolą. Ty (obojętnie). Rozumiem. Podgrzeję Ci zupę, mamo. Wychodzisz do kuchni. Ona Zrób coś, jak tak cierpię. Ty (obojętnym tonem). Skonsultuj to z lekarzem, mamo. I tak jak zdarta płyta. To nie Twoja odpowiedzialność. W ostateczności, jeśli ona wciąż narzeka, ale odmawia wizyty u lekarza, wyznacz jej ostateczny termin. Jeśli nie pójdzie, nie odwiedzaj jej i nie rozmawiaj z nią. Raz na jakiś czas odbierz od niej telefon zaczynając od pytania, czy była u lekarza. Jeśli nie, powiedz, żeby zadzwoniła po wizycie i rozłącz się.

Może kochasz swoją matkę i chcesz jej pomóc. Rozważ jednak uczciwie, czy ulegając jej kaprysom i biegnąc na każde zawołanie, faktycznie jej pomagasz? Nie, utrwalasz jedynie stan kalectwa, kiedy zwala na Ciebie wyłączną odpowiedzialność za swoje życie i swoje samopoczucie. Wzmacniasz jej autodestrukcyjne zachowanie, bo przecież się nie leczy, zadowalając się zajmowaniem pierwszego miejsca w Twoim życiu. Wskutek Twojej uległości jej zdrowie się pogarsza, nie poprawia. Pamiętaj, że ona nie chodzi do lekarzy czy znachorów by się leczyć, nie czyta o chorobach, by się z nich wydobyć. Jej celem nie jest wyzdrowienie czy poprawienie swojego samopoczucia, a jedynie sprawne utrzymywanie Cie w stanie podległości. Nie możesz wyleczyć kogoś, kto wyleczyć się nie chce.

Jest wiecznie nieszczęśliwa? Ale czy Ty jesteś odpowiedzialna za to, by była szczęśliwa? Czy spodziewasz się po niej, że będzie robiła wszystko, żebyś Ty była szczęśliwa? Nie, bo wiesz, że jesteś dorosłą osobą i nie spodziewasz się, że inni będą zaspokajali wszystkie Twoje potrzeby. Ona także jest dorosłą osobą. I jeśli wybrała być nieszczęśliwą i schorowaną, to jej wybór i niech ona ponosi jego wszystkie konsekwencje. Jeśli narzeka, wysłuchaj, ale reaguj bez emocji. Tak, uhm, rozumiem i zmieniaj temat, albo powiedz, że musisz kończyć i rozłącz się. Wiem, matka Cię przez lata tresowała, byś natychmiast przejmowała inicjatywę i próbowała coś zrobić, zaproponować, ale weź głęboki oddech i powstrzymaj się.

Jeśli zdecydujesz się na Zero Kontaktu z narcyzą hipochondryczką, musisz liczyć się, że nastąpi gwałtowny "atak choroby". Oraz wyjątkowo paskudna i nasilona kampania oszczerstw. Matka powie komu zdoła, jak okropna, niewdzięczna i okrutna z Ciebie córka, która zostawia schorowaną matkę na pewną śmierć. Staw temu czoła z odwagą. Najlepiej, jeśli zmienisz numer telefonu. Ludzi z rodziny, którzy bezkrytycznie uwierzyli w jej wersję, musisz uznać za straconych. Ale masz tylko taki wybór: albo zniesiesz jej oskarżenia i potępienie niektórych raz, właśnie teraz, albo do końca jej życia będziesz tańczyła jak Ci zagra, szantażując Cię swoimi chorobami. Im będzie starsza, tym chorób będzie przybywać, a jej złośliwość i roszczeniowość rosnąć. Narcyzy stają się z wiekiem coraz gorsze. I coraz trudniej będzie Ci się z tego wyplątać.

Masz jakieś jeszcze sposoby na narcystyczną hipochondryczkę albo inne spostrzeżenia? Podziel się z nami, proszę w komentarzu.


niedziela, 3 września 2017

Narcyza hipochondryczka, część 1.

Narcystyczne matki, w swej chęci sprawowania kontroli nad potomstwem, korzystają zwykle z uwarunkowań kulturowych danego kraju. Polska jest krajem mocno katolickim i dlatego bardzo dużo u nas religijnych narcyz. Jest również krajem, w którym dzieci, także dorosłe, są ściśle związane z rodzicami i mają poczucie zobowiązania wobec nich. To wykorzystują pochłaniające narcystyczne matki, o których wkrótce napiszę na konkretnym przykładzie. Polska jest także krajem, gdzie patriarchalna kultura stawia kobiety w roli służebniczek rodziny, co sprzyja narcyzie-cierpiętnicy, która czyni poświęcenie dla rodziny swoim orężem w jej kontrolowaniu. Wreszcie, jako że każdy Polak zna się na medycynie, a omawianie swoich chorób należy do normalnego toku rozmowy, chyba najliczniejsza grupa narcystycznych matek w Polsce to hipochondryczki.

Jest to kobieta, która cierpi na urojone kłopoty zdrowotne po to, by przyciągać do siebie uwagę córki i wpędzać ją w poczucie winy. By wzbudzać  w niej nadmierną litość i wyłudzać od niej (i innych członków rodziny) nienależne sobie świadczenia. Lub zmuszać ją do posłuszeństwa.

Narcyza taka jest wiecznie ciężko chora i bardzo cierpiąca, przy czym często trudno stwierdzić, co dokładnie jej dolega. Skarży się na liczne dolegliwości, które trudno obiektywnie sprawdzić. Jest "obolała" i wiecznie zmęczona. Rzekoma, a czasem rzeczywista, ale z upodobaniem wyolbrzymiana choroba, służy jej za wymówkę, by unikać wszelkiej życiowej aktywności, podejmowania obowiązków dorosłej osoby. Choroba służy narcyzie, by zwalniać się z odpowiedzialności za swoje życie. Córki takich matek, nawet jeszcze jako małe dziewczynki, przejmują za nią całą odpowiedzialność za rodzinę i prowadzenie domu, robią wszystko, by nie męczyć "schorowanej" mamusi i dać jej wypocząć. Szybko prowadzi to do wykorzystywania córki i zmuszania jej do niewolniczej pracy ponad siły. Taka sytuacja, to parentyfikacja, czyli zamiana rolami dorosłych z dziećmi. Dzieci takiej matki nie mają szans na opiekę i troskę - ich los obchodzi matkę tylko o tyle, żeby były w stanie jej usługiwać. Stan taki u matek-hipochondryczek trwa przez całe życie - kiedy córka dorośnie i założy własną rodzinę, nadal czuje się zobowiązana lecieć na każde wezwanie "chorej mamusi", która żąda rozmaitych usług, nie zważając na inne zobowiązania córki. I córka opiekuje się nią niewolniczo aż do jej śmierci. Z wielkim trudem łącząc wiele ról - własne macierzyństwo, pracę zawodową, małżeństwo i matkowanie własnej matce.

Moja matka przez całe lata po przyjściu z pracy (a pracowała w państwowym zakładzie, gdzie za komuny niewiele się robiło) była "zbyt zmęczona" by zająć się domem czy dzieckiem - przeciwnie, to ja miałam obowiązek podać jej jedzenie i herbatę pod nos, kiedy zalegała na wersalce, by oglądać do wieczora telewizję. Była "zbyt chora", żeby ze mną nawet porozmawiać, choć nie wiedziałam nawet, co to za choroba. Czułam jednak, że muszę przy niej chodzić na paluszkach. Ale ja nigdy nie miałam prawa być zmęczona czy chora. Pamiętam, że kiedyś szukałam w środku nocy lekarstwa na ból głowy, nie śmiałam budzić mamy, by mi je podała. Niechcący stłukłam termometr rtęciowy. Matka obudziła się i długo na mnie wrzeszczała. Miałam 7 lat i bardzo wysoką gorączkę - całość pamiętam jak majak senny. Czułam się potwornie winna, że ją obudziłam. Nie przyszło mi nawet do głowy, że to ona powinna się zainteresować, jak się czuję.

Narcyza hipochondryczka uwielbia chodzić do lekarza i "leczyć się", przy czym nie jest to realne leczenie się, a jedynie szukanie uwagi. Lubi lekarzy, którzy jej wysłuchują i eksperymentują terapeutycznie, próbując różnych rzeczy. Tych skupionych na rozwiązaniu, którzy próbują dociec konkretnie co jej dolega, unika, a kiedy lekarz zaczyna się orientować, że to symulantka i naciągaczka, narcyza hipochondryczka uznaje go za "niekompetentnego konowała" i szuka nowego. Tak samo, jeśli lekarz uzna, że potrzebny jest jej raczej psychiatra niż kardiolog, narcyza zrobi wszystko, by uniknąć wizyty u psychiatry - zasymuluje atak choroby, zapomni o terminie, albo znajdzie jakieś inne zobowiązania w tym czasie. Generalnie, lepiej zna się na medycynie od lekarzy, a zdanie sąsiadek na temat swego zdrowia (oczywiście tych, które są w jej kręgu adoracji) uważa za ważniejsze od orzeczenia konsylium lekarskiego. Narcyza hipochondryczka uwielbia też sanatoria (jeździ tam chętnie, zwłaszcza wtedy, gdy w rodzinie jest jakiś kryzys i istnieje groźba, że - nie daj Boże - musiałaby komuś pomóc). W sanatorium - przypomnijmy, ledwo chodząca, schorowana staruszka - nagle jest królowa parkietu i bywalczynią kawiarni. Narcyzę hipochondryczkę poznasz też po tym, że kiedy okażesz jej uległość lub może skorzystać z jakiejś przyjemności, która lubi, nagle następuje u niej cudowne ozdrowienie lub nagła poprawa samopoczucia i żwawo biegnie do tego zajęcia. Kiedy zaś Ty potrzebujesz pomocy albo musiałaby zrobić coś, na co nie ma ochoty, natychmiast się jej pogarsza.

Narcyza hipochondryczka uwielbia czytać o chorobach i wynajduje wciąż nowe u siebie. Wyszukuje w Google informacje, które pomogą jej lepiej symulować choroby. Interesują ją wszelkie nowinki w tym temacie, "zdrowe odżywianie", które często sprowadza się do tego, że szantażuje swoją chorobą córkę, by zmusić ja do zakupu jakichś horrendalnie drogich suplementów, cudownego materaca czy "zdrowotnych" garnków. Poza tym często oddaje się w ręce tzw. medycyny alternatywnej, w praktyce rozmaitych szarlatanów i naciągaczy, odstawiając leki przepisane przez lekarza. A kiedy jej to zaszkodzi, oczekuje, że Ty się nią zajmiesz i jeszcze pomożesz jej okłamywać lekarza. Jak każda narcyza uważa za naturalne, że to inni mają ponosić konsekwencje jej wyborów. Oczywiście, narcyza oczekuje, że córka będzie także finansowała jej wciąż nowe "prozdrowotne" pomysły. Albo wydaje własne pieniądze po to, by w połowie miesiąca zadzwonić do córki z płaczem, że nie ma grosza na jedzenie.

Narcyza-hipochondryczka używa swojej choroby, by nie słyszeć rzeczy, których usłyszeć nie chce i nie rozmawiać na niewygodne dla siebie tematy. Pewien mój Czytelnik opowiedział mi swoją historię ze zgodą na jej upublicznienie. Jest gejem, mężczyzną pod pięćdziesiątkę, od lat żyjącym w stałym związku. Wszyscy przyjaciele i rodzina wiedzieli o jego orientacji, i okolicznościach życiowych, wszyscy, oprócz matki. A dlaczego? Bo ilekroć próbował zacząć z nią ten temat, matka dostawała duszności, twierdziła, że skacze jej ciśnienie (naprawdę ma nadciśnienie, co w jej wieku jest raczej normą), teatralnie łapała się za serce, itd. Oczywiście, jego matka tak naprawdę wiedziała doskonale, że syn jest gejem. Jednak póki mogła, nie dopuszczała, by to zostało głośno powiedziane, bo mogłoby rzucić, w jej mniemaniu, cień na jej wizerunek idealnej matki. Nie chciała też zaakceptować jego prawdziwego życia, dlatego wpoiła mu silne przekonanie, że jeśli powie jej prawdę, ona tego nie wytrzyma i umrze. Wiele dorosłych dzieci takich matek zrobiło farsę ze swojego życia, udając przed matką kogoś zupełnie innego, niż są naprawdę. Żyjąc latami w kłamstwie i ukryciu. Albo starannie unikając tematów, które mogłyby wywołać "atak choroby" u matki. Tutaj ciekawy przykład. Autorka nie pisze o swoich rodzicach tak, byśmy mogły stwierdzić, czy to narcyzi, ale na pewno nie była to zdrowa rodzina, w której dziecko może pozwolić sobie na pełną ekspresję swoich uczuć i poglądów. A co z Czytelnikiem? Powiedział w końcu matce. Bynajmniej nie umarła. Wręcz przeciwnie, rzuciwszy w niego bardzo energicznie, jak na umierającą staruszkę, kilkoma bibelotami, kazała się mu wynosić z jej domu i z życia. Czytelnik odczuł olbrzymią ulgę. Czy nawiąże ponownie kontakty z matką, czas pokaże.

Narcyza przyciąga też przy użyciu choroby uwagę do siebie wtedy, kiedy nie jest w jej centrum. Na pogrzebie męża swojej córki, zamiast ją wesprzeć,  demonstracyjnie zemdleje, żeby wszyscy się skupili na niej. Na komunii wnuka będzie udawała, że ma napad duszności, jednym słowem zrobi wszystko, by przyciągnąć uwagę do siebie, celowo rujnując przy tym uroczystość córki. Matka mojej znajomej dostała ostrego bólu w klatce piersiowej, kiedy tylko córka oznajmiła, że jest w wyczekanej ciąży i wszyscy zaczęli jej gratulować. Kiedy matkę zabrano do szpitala, okazało się, że nie tylko nie ma zawału, ale ma serce całkowicie zdrowe. Po prostu nie mogła ścierpieć, że nie jest w centrum uwagi i uroczystość nie kręci się wokół niej.

Nie chodzi tu tylko o chwilową uwagę. Często funkcją choroby jest pozostawanie w centrum uwagi całej rodziny przez cały czas lub radzenie sobie ze zmianami, które tę uwagę zabierają. Dość często "choroba" pojawia się u całkiem do tej pory zdrowej i sprawnej matki, kiedy dochodzi do ważnych zmian - traci pracę, przechodzi menopauzę, dorastają i wyprowadzają się dzieci. Znika z życia narcyzy to, co do tej pory było jej źródłem narcystycznego zasilania, musi więc znaleźć nowe. Najprostszym sposobem na to, by wszystko znów kręciło się wokół niej, jest zachorować. Tu kolejny przykład z życia: matka Czytelniczki, przez całe życie trzęsąca firmą, w której była dyrektorką, przeszła na emeryturę. Pozbawiona możliwości rozstawiania po kątach pracowników zabiegających o jej względy, zaczęła (bardziej niż zwykle) rządzić całą rodziną. Dorosłe dzieci zaczęły jej unikać, a mąż coraz dłużej zostawał w pracy. A wtedy nagle zaczęły się u niej tajemnicze dolegliwości: bolała i piekła ją skóra na stopach. Oczywiście, wezwani na pomoc lekarze nie stwierdzali żadnej choroby. Ona tymczasem czuła się coraz gorzej, nie spała w nocy, za dnia płakała, itd. Lekarz, chcący się jej wreszcie pozbyć, przepisał jej silnie działające maści sterydowe. Używała ich bez umiaru, oczywiście nadal uskarżając się na ból. Za to nadmiar leków zaczął przynosić skutki uboczne - wkrótce na stopach naprawdę miała rany. Doszło do tego, że nie mogła chodzić - zdrowa sześćdziesięciolatka zaczęła jeździć na wózku inwalidzkim. Cała rodzina rzuciła się jej na pomoc, dzieci woziły ją do lekarzy, wszyscy ją pocieszali itd. Nie wiadomo jak długo by ten stan trwał (matka straciła wszelką chęć wyleczenia się, osiągnąwszy swój cel), gdyby nie to, że po roku wożenia jej na wózku, trafili na mądrego lekarza. Który im powiedział, że mama cierpi na zaburzenia psychiczne, należy ją umówić do psychiatry, a jeśli się do niego nie wybierze, zabrać jej wózek inwalidzki i ignorować ją przez jakiś czas. Jak się łatwo domyślić, "wyzdrowiała" w dwa tygodnie. Jak widać więc, narcyza nie tylko sobie wymyśla choroby i wyolbrzymia istniejące, ona jest wprost gotowa doprowadzić się do choroby, byle tylko uzyskać uwagę rodziny i władzę nad nią. Skrajna postać takiego zaburzenia to Zespół Münchhausena. Istnieje także Zastępczy Zespół Münchhausena - czyli doprowadzenie do choroby/urazu kogoś innego, by przyciągnąć uwagę do siebie. Narcystyczna babcia typu hipochondrycznego może posłużyć się Twoim dzieckiem, by przyciągnąć zainteresowanie do siebie. Znane są przypadki, gdy taka babcia celowo podtruwała małe dziecko, które nie mogło się poskarżyć. Tylko po to, by potem udając zatroskaną babcię, wzywać pogotowie czy biec do szpitala i cieszyć się zamieszaniem wokół swojej osoby. Jeśli czytałaś posty oznaczone etykietą narcystyczna babcia wiesz, że ostrzegam, by jak najdalej trzymać matkę od swoich dzieci. Jeśli jednak pozwalasz im się z nią spotykać, nigdy nie zostawiaj jej samej z nimi. A jeśli dziecko uskarża się na złe samopoczucie lub regularnie źle się czuje po spotkaniu z nią sam na sam, niech Ci się włączy czerwony alarm. Zrób dziecku badania, użyj ukrytej kamery. Zachowaj najwyższą ostrożność i nie uznawaj żadnego podejrzenia za zbyt daleko idące. Zastępczy Zespół Münchhausena to śmiertelne zagrożenie dla ofiary.

Narcystyczna matka nigdy nie pozwoli chorować Tobie. Jak tylko poskarżysz się na złe samopoczucie, albo wspomnisz, że byłaś u lekarza, matka natychmiast poczuje się gorzej, oczywiście znacznie gorzej od Ciebie. Porzuć myśli o ciepłym łóżku, matka oczekuje, że będziesz warować przy jej "łożu boleści". Jeśli chorujesz przewlekle albo miałaś jakiś wypadek, matka zrobi wszystko, żeby Cię "przelicytować". Masz złamaną nogę? Ona ma potworne bóle kręgosłupa. Które zmyśliła, albo których nie leczy, bo po co, skoro to jej daje "przewagę". Masz grypę? Ona ma stan przedzawałowy. Jeśli ośmielisz się jej poskarżyć, że źle się czujesz, prawdopodobnie usłyszysz To jest nic, ja to dopiero mam bóle... Tego rodzaju patologiczną rywalizację na choroby narcyza prowadzi również z rówieśnikami. Kiedy zaczynasz potrzebować jej pomocy czy opieki, matka dostaje ciężkiego nadciśnienia. To samo, jeśli chodzi o choroby Twoich dzieci. Moja matka przez wszystkie lata dziecięcych chorób moich dzieci nie przesiedziała ani jednej godziny przy ich łóżku, że nie wspomnę o nocy. Na pierwsze objawy gorączki, zaburzenia żołądkowe itd. natychmiast dostawała ciężkiej migreny. Ewentualnie, z relacji Czytelniczek, narcyza hipochondryczka zgłosi się do pomocy, ale będzie wzdychać, jak ciężko jest jej przy wymiotującym dziecku, narzekać, że robi jej się słabo oraz jęczeć, że od dziecięcego kaszlu na pewno dostanie zapalenia płuc i umrze. W efekcie tej "pomocy" będziesz miała dwie chore osoby pod opieką zamiast jednej, przy czym matka będzie robiła wszystko, by Ci przeszkodzić w opiece nad dzieckiem - przecież uwaga należy się tylko jej, prawda? Kiedy ktoś w jej otoczeniu poważnie zachoruje (jak mój ojciec), narcyza natychmiast spróbuje go "przebić" podejrzewając u siebie to samo, tylko gorzej. Ktoś choruje na zapalenie płuc, to ona na pewno ma raka. Ktoś ma raka, to ona na pewno ma już wszędzie przerzuty. Nikt nie może być w swoim chorowaniu ważniejszy od niej.

C. D. N.


sobota, 21 maja 2016

"Rodzinne tajemnice" - Tom Fassaert

Kilka dni temu obejrzałam w ramach festiwalu Docs Against Gravity film holenderskiego reżysera Toma Fassaerta Rodzinne tajemnice. Reżyser jest wnukiem bohaterki filmu, Marianne. Nakręcił dokument o niej, bo chciał zrozumieć, co jest nie tak z jego rodziną. Dlaczego nie rozmawiają ze sobą szczerze. Chciał się dowiedzieć, co się wydarzyło między jego ojcem i babcią.





W przeszłości babcia Marianne swoich dwóch synów - Roba, ojca reżysera i jego brata Rene oddała na kilka lat do domu dziecka, by nie przeszkadzali jej w karierze modelki i zdobyciu nowego męża. Dla obu było to traumatycznym przeżyciem. Kiedy zabrała ich z powrotem do siebie, nadal nie zajmowała się nimi, umieściła ich z dala od siebie pod opieką niań i gosposi, a wszystko kręciło się wokół niej. Do tego systematycznie niszczyła swojego starszego syna - niechciane dziecko. Krytykowała go, poniżała, uczyniła Kozłem Ofiarnym. Co typowe dla narcyz, oskarżała go o to, co sama mu robiła, obwiniając go o swoje złe samopoczucie, uważając, że syn jej nienawidzi i robi wszystko, by była nieszczęśliwa. Na archiwalnych rodzinnych filmach widzimy przystojnego, zdrowego młodego człowieka, a w dokumencie kręconym przez Toma spotykamy starego, bladego emocjonalnie, zniszczonego chorobą człowieka, którego matka nienawidziła i zrobiła wszystko, by był nieszczęśliwy. Mściła się na nim za to, że została przymuszona niechcianą ciążą do małżeństwa.

Reżyser poznał swoją babcię niespodziewanie, kiedy miał 8 lat - przedtem sądził, że dziadkowie nie żyją. Marianne bowiem wyjechała na drugi koniec świata, kiedy jej dorosły już syn, Rob odważył się powiedzieć jej parę słów prawdy. Po wielu latach bez kontaktu po tym wydarzeniu, babcia ni z tego ni z owego, zorganizowała wielki zjazd rodzinny w jednym celu: pokazania swojego świetnego wizerunku jako idealnej matki. Wtedy zaproponowała Robowi, by objął posadę w jej firmie (była bogatą projektantką mody) i przeniósł się z rodziną do RPA. Fakt, że ojciec reżysera się na to zdecydował, będąc dobrze wykształconym specjalistą (psychologiem), rzucił wszystko i zdemolował życie swojej rodziny w nadziei na uzyskanie akceptacji matki wskazuje na to, że był typowym dzieckiem narcyzy: gotowym na prawie wszystko, by zasłużyć na miłość matki. Oczywiście, szybko się okazało, że babcia zmieniła zdanie i rodzina została na lodzie. Skończyło się to rozwodem rodziców reżysera - jego ojciec, syn narcystycznej matki, nie potrafił stanąć po stronie swojej żony i dzieci. Po kolejnych wielu latach bez kontaktów, ojciec reżysera jeszcze raz podjął desperacką próbę pozyskania aprobaty matki: rzucił pracę, by jechać do niej do RPA i napisać jej biografię. Szybko jednak stało się jasne, że książka ta nie będzie hagiografią wynoszącą Marianne pod niebiosa, więc niezadowolona narcyza jeszcze raz wyrzuciła syna ze swojego życia. Ona go nigdy nie kochała - chciała jedynie użyć dla poprawienia swojej reputacji.

Rob mówi, że jego matka to wielka manipulatorka. Życie z nią jest jak gra w szachy. Najpierw postawi Cię na pozycji króla, jeśli będziesz grał w jej grę. Jeśli nie, zostaniesz hetmanem, a jeśli nadal nie będziesz postępować po jej myśli, zdegraduje Cię do pionka, a potem zrzuci z szachownicy. On i Rene byli pionkami, ich później urodzona przyrodnia siostra zaś królową, Złotym Dzieckiem, póki nie zbuntowała się jako nastolatka.

W filmie nie brakuje scen, które budzą głębokie emocje. Rozdzierająca jest scena, w której Marianne odwiedza swego chorego psychicznie, starszego syna Rene (zachorował gwałtownie, gdy matka zdecydowała się wyjechać do RPA). Chce go odwiedzić, by zachować wizerunek "dobrej matki" (choć nie chciała się z nim spotykać przez wiele lat). Rene cierpi na maniakalne zbieractwo. Marianne wchodzi do jego zagraconego mieszkania ze zdegustowaną miną. Po chwili mówi, że muszą gdzieś wyjść, że nie da rady wejść do jego mieszkania. Wychodzi na ulicę i mówi do kamery (Rene jeszcze się ubiera w mieszkaniu) To straszne. KTOŚ coś powinien z tym zrobić. Typowe dla narcyz: czuje odrazę dla swojej ofiary i uważa, że ktoś inny powinien posprzątać konsekwencje jej własnego działania - nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności za syna. Idą w końcu do kawiarni, nie bardzo mają o czym rozmawiać, a kiedy Marianne odjeżdża taksówką, ponad 70-letni Rene długo nie puszcza jej ręki, wyglądając jak porzucany mały chłopiec. Narcyza zaś oddycha z ulgą - nareszcie ma z głowy to przykre spotkanie. Wizerunek zrealizowany przy niewielkich kosztach.

Inną rozdzierającą sceną jest, jak do umierającej już Marianne najpierw dzwoni, a potem przyjeżdża jej młodszy syn Rob, ojciec reżysera. Marianne jest po wylewie, ale może mówić. Jednak nic nie mówi do syna, tylko słucha jego zapewnień, że ten ją kocha, że jej nie zostawi i zaopiekuje się nią. Do samej śmierci przez ani chwilę nie była mu matką, to on pełnił rolę rodzica. Jak wiele dzieci narcystycznych matek przybył do łoża śmierci matki, z nadzieją na ostateczne pogodzenie, przekonanie się, że matka jednak go kocha. Ale ona milczy. Po jej śmierci Rob, nadal niepogodzony z prawdą, tworzy sobie iluzję, że powstał między nimi "prawdziwy kontakt", że coś poczuł, ale to jego wyobrażenie czy pragnienie, nie prawda.

Kiedy ojciec reżysera wraca do domu po drugiej próbie zdobycia miłości matki, Marianne nieoczekiwanie zaprasza do siebie wnuka - Toma, reżysera filmu. To jest też typowe zagranie narcystycznej babci. Jeśli z synem się nie udało, może z wnuka uda się uczynić niewolnika, a przy tym ukarać syna odbierając mu to, co najbardziej kocha. Tom przyjeżdża, jest otwarcie nastawiony do babci, chce ją poznać, bo fascynuje go wielka władza tej kobiety. Fakt, że Tom chce o niej nakręcić film, schlebia Marianne, jak każda narcyza uwielbia być w centrum uwagi. Najpierw zasypuje Toma "miłością", potem próbuje przekupić, obiecując, że uczyni go swoim spadkobiercą. Często wspomina, że wnuk jest jej jedyną nadzieją w tej rodzinie (która się rozpadła, rzecz jasna, bez jej najmniejszej winy). Potem próbuje go uwieść - dosłownie - oświadcza mu, że jest w nim zakochana i niedwuznacznie domaga się seksu (95-letnia babcia wobec 30-letniego wnuka). Każdy kto nie wierzy, że babcia może molestować seksualnie wnuka, powinien obejrzeć te sceny. Tom stanowczo odmawia, próbuje jej wytłumaczyć niestosowność tej sytuacji, ale nic do niej nie dociera. Później, babcia robi mu sceny zazdrości o dziewczynę,  z którą od wielu lat jest związany. Żąda od niego, by wybierał, albo babcia, albo partnerka. Mimo, że Tom jasno wypowiada, że kocha dziewczynę i jest ona dla niego rodziną, próbuje wytłumaczyć babci absurdalność jej żądań, Marianne nie przyjmuje tego do wiadomości. Uważa, że to Tom się źle zachowuje, raniąc jej uczucia. Typowe jest też to, że Marianne wypiera swój wiek. Nie zdaje sobie sprawy, jak groteskowo wygląda będąc kolorowo wypacykowaną, pomarszczona staruszką z obwisłymi policzkami. Nie obchodzą jej ani wiek, ani pokrewieństwo między nią a Tomem. W ogóle odrzuca zobowiązania rodzinne, wypiera wszelkie problemy (na pytania wnuka o cierpienie jej synów odpowiada wymijająco albo po prostu oświadcza, że nie będzie o tym rozmawiać). Jej zachowanie jest infantylne i pokrętne.

Reżyser w pewnym momencie jednak zaczyna współczuć babci. Nie dostrzega tego, jak ona nim manipuluje - jest niemal wiarygodna, kiedy opowiada, że musiała oddać chłopców do domu dziecka z powodów ekonomicznych. Nie tłumaczy jednak, dlaczego później wielokrotnie podle postępowała wobec synów, szczególnie Roba, ojca reżysera. Myślę, że w czymś, co by można nazwać "sceną szczerości", narcyza zagrała znowu, tylko inne niż zwykle przedstawienie. Przedtem była pełną mocy królową, obdarzającą Toma łaską, próbowała go uwieść, podporządkować sobie szantażem emocjonalnym, a skoro to nie podziałało, postanowiła być żałosna i wzbudzić we wnuku litość. Typowe narcystyczne strategie stosowane po kolei, jeśli poprzednia nie zadziałała: obdarzanie warunkową łaską (Złote dziecko), poniżenie i odrzucenie (Kozioł Ofiarny), przemoc i zastraszenie (kampania oszczerstwstalking) , użalanie się nad sobą i zabieganie o litość (wciąganie). Do pewnego stopnia jej się to udaje, choć wnuk później słusznie nabiera wątpliwości co do jej szczerości. Marianne wielokrotnie powtarza wnukowi, że nie ma jednej prawdy, że każdy ma swoją prawdę itd. To też typowa dla narcyz zasłona dymna, rozwadnianie odpowiedzialności. Prawda jest tylko jedna, to ona była koszmarną matką. O ile od biedy dałoby się zrozumieć, że była zmuszona do oddania dzieci do domu dziecka z powodu kłopotów materialnych, tak żadnego usprawiedliwienia nie ma na wielokrotne używanie do własnych celów syna i wielokrotne wyrzucanie go na śmietnik, gdy nie chciał się podporządkować.

Charakterystyczne jest to, że wnuk-reżyser zastanawia się, czy nie wykorzystał babci i czy postępował etycznie zmuszając babcię w bardzo podeszłym wieku do konfrontacji z rodzinnymi problemami. Babcia narcyza natomiast ani razu nie zastanowiła się, czy etyczne jest wygrywanie wnuka przeciwko synowi przez manipulowanie testamentem, opuszczenie i zaniedbanie chorego syna, wystawienie dorosłego syna i jego rodziny do wiatru, składanie propozycji seksualnych wnukowi czy chęć zniszczenia jego związku. Jej wolno wszystko.

Reżyser mówi w wywiadzie, że w tej historii nie ma winnych. Dopatruje się źródeł zaburzeń babci w jej dzieciństwie, w tym, że jej ojciec ją totalnie krytykował i deprecjonował w niej wszystko, poza urodą. Niewątpliwie miała ciężkie dzieciństwo, które mogło wpłynąć na powstanie zaburzeń. Ale nie zgadzam się, że nie ma tu winnych. Marianne bezrefleksyjnie przeniosła na kolejne pokolenie opresję. A przecież jej syn, Rob w znacznym stopniu tego uniknął. A Tom, jej wnuk, jest od tego całkiem wolny. Po wyciągnięciu tego trupa z rodzinnej szafy, przestał bać się zostania ojcem. Czyli można się z tego wyzwolić. Marianne miała ponad 70 lat, by zrozumieć co zrobiła źle, ale umarła, nie zdejmując ani na chwilę maski. Wywiad z reżyserem tutaj.

To znakomity, przenikliwy, warty obejrzenia film.  Jak przystało na dokument, widzowi pozostawia ocenę sytuacji. Na uczelniach psychologicznych mógłby służyć jako film instruktażowy do zobrazowania czym jest narcyzm. Reżyser ma rację, kiedy w wywiadzie wspomina, że samo zerwanie więzów nie załatwia sprawy. Trzeba też dogłębnie zrozumieć, na czym polega problem. Ten film w tym pomaga, zwłaszcza, że to dokument. Napiszę jeszcze o innych filmach i książkach.

środa, 6 kwietnia 2016

Kiedy narcystyczna matka umiera

Każda osoba, która nie utrzymuje kontaktów z matką zastanawia się, co poczuje w dniu, w którym dowie się, że jej matka jest na łożu śmierci lub zmarła.

Umieranie to jest chwila, w  której - jak być może sądzisz - może dojść do jakiegoś przełomu. Podsumowanie życia, żal za grzechy, chęć zadośćuczynienia. Chęć uporządkowania swoich spraw. To (między innymi) czują normalni ludzie w obliczu zbliżającej się śmierci. Niestety, Twoja narcystyczna matka nie jest normalną osobą. Narcyzi się nie zmieniają. Jeśli Twoja matka przez całe życie była opresyjna i okrutna, pozostanie taka do śmierci. Normalni ludzie popełniają błędy, czasem poważne, czasem się z kimś pokłócą nawet na długo. Ale kiedy przyjdzie na nich pierwsza poważna życiowa refleksja (dla niektórych wcześniej - przy pierwszej poważnej chorobie, stracie kogoś bliskiego, dla innych - dopiero w perspektywie własnej śmierci), potrafią przeprosić, wyciągnąć rękę. Ale nie narcyza. Nie zakładaj nigdy, że ona zrobi w tej sytuacji to, co Ty byś zrobiła. To nie jest normalna osoba.

W głębi serca marzysz o pojednaniu się z matką i choć raz w życiu chciałabyś usłyszeć od niej Kocham cię, wybacz mi. Poczuć, że masz dobrą, kochającą matkę. Że jednak zrozumiała, jak bardzo pobłądziła. Nie przywiązuj się do tej nadziei. Perspektywa nadchodzącej śmierci, sprawia, że narcyza skupia się jeszcze bardziej na sobie. Na wypieraniu tego, że umiera, że jest stara, niesprawna, zależna, że władza nad życiem i śmiercią nie należy do niej. Pryskają jej narcystyczne iluzje. To samo w sobie jest tak wielkim urazem, że zamiast złagodzenia postawy umierającej narcyzy spodziewaj się raczej jej zaostrzenia. Ona cierpi, bardzo cierpi i ktoś musi za to zapłacić - najlepiej córka i reszta zależnego od narcyzy otoczenia.

Dla niektórych narcyz śmiertelna choroba to ostatnia okazja do odegrania wielkiego melodramatu, którego ona będzie główną aktorką. Wreszcie cała uwaga na nią! Takie sytuacje są bardzo emocjonalnie drenujące, wielu ludzi opuszcza tarczę, poluzowuje granice, licząc na jakieś nadzwyczajne zbliżenie. Tymczasem dla wielu narcyz to idealna okazja, by jeszcze raz rozegrać rywalizację między Złotym Dzieckiem a Kozłem Ofiarnym. Matka będzie napuszczać Twoje rodzeństwo na Ciebie, opowiadając mu na osobności jak bardzo je kocha/ceni, zaś jaka niedobra jesteś Ty - Kozioł Ofiarny.  Będzie judziła i szczuła, Ciebie i Twoje rodzeństwo przeciwko sobie, mówiąc, co i komu zapisze w spadku. Spróbuje skorumpować Twoje rodzeństwo obietnicą spadku. Skłoni was, byście licytowali się, kto więcej dla niej zrobił, kto jest lepszą córką czy synem. Od jednej z czytelniczek usłyszałam historię o tym, jak umierająca na raka narcystyczna matka skłóciła ze sobą kompletnie brata i siostrę, obiecując każdemu, że zapisze mu cały majątek, jeśli wyrzeknie się rodzeństwa i będzie je aktywnie zwalczać. Rodzeństwo zerwało więzy, doszło do okropnych scen. Po jej śmierci okazało się, że zapisała wszystko... Radiu Maryja. Na pewno wspaniale się bawiła, napawała swoją ważnością, kiedy oszustwem nakłoniła dorosłe dzieci by walczyły o jej względy.

Dla narcyzy to jeszcze jedna okazja by obwinić Kozła Ofiarnego o wszystkie swoje nieszczęścia. To Ty, jej odrzucona córka, będziesz według jej słów i narzekań winna temu, że ona jest śmiertelnie chora i musi odejść. Będzie miała do Ciebie pretensje o rzeczy, na które nie masz żadnego wpływu. Będzie oczekiwała od Ciebie heroizmu i dokonywania cudów.

Narcystyczna matka podejmie ostatnią, tym bardziej więc desperacką próbę, by Ciebie zniszczyć. Skorzysta z tego, że pragniesz zgody, kierowana żalem z powodu nadchodzącego ostatecznego rozstania. Choćbyś więc nie wiem jak bardzo pragnęła usłyszeć od matki przepraszam, dziękuję i kocham, nie otwieraj swoich granic, nie burz murów obronnych. Jeśli zmiękniesz, ona natychmiast to wykorzysta. Nie spotkałam się jeszcze, ani osobiście ani w literaturze z narcyzą, która przeprosiła i poprosiła o wybaczenie swoją córkę na łożu śmierci. Przeciwnie - nękanie może się nawet zwiększyć, spodziewaj się większej desperacji narcyzy, by poprawić swój wizerunek w oczach własnych i innych, bo im bliżej do śmierci, tym bardziej odczuwa ona swoją marność. Spodziewaj się więc, że matka może oskarżać Cię o krzywdy, zaniedbania, opuszczenie jej w potrzebie itd. Choćbyś warowała przy jej łożu śmierci 24 godziny na dobę spełniając jej wszelkie zachcianki.

Jeśli utrzymujesz Zero Kontaktu z matką, czy powinnaś stawić się u jej łoża, kiedy dowiesz się o tym, że jest umierająca? Nie powinnaś, ale możesz, jeśli chcesz i realistycznie zastanowisz się nad tym, po co to robisz? Jeśli pragniesz zadośćuczynienia, nie otrzymasz go. Jeśli pragniesz jej na końcu wygarnąć, to nic nie pomoże, a jeszcze narcyza oskarży Cię, że atakujesz umierającą osobę. Jeśli liczysz, że ona będzie Cię lepiej traktowała albo przeprosi, nie licz na to. W najlepszym wypadku będzie Cię traktowała tak, jakby nigdy Cię nie skrzywdziła, jakby nie wydarzyło się wszystko to, co doprowadziło do zerwania kontaktów, a Wasze stosunki były normalne, zanim zachorowała. Nie będziesz miała prawa do swoich uczuć, do wspominania, że coś było nie tak. Próba wracania do przeszłości spotka się z postawą typu Zamknij się, bo ja tu umieram.

Jeśli jednak zdecydujesz spotkać się z umierającą matką, nigdy nie przebywaj z nią sama, bo wtedy może Cię szczególnie napastliwie potraktować, a zaraz potem powiedzieć rodzinie, że na nią napadłaś, biedną, umierającą matkę. To typowa narcystyczna manipulacja - oskarżanie ofiary o to, co się jej zrobiło. Zwróć uwagę, że to nie matka Cię przywoła do swojego łoża. A już na pewno nie poprosi Cię osobiście, byś się z nią spotkała. To będzie co najwyżej wezwanie na dywanik. Najbardziej prawdopodobne, że wezwie Cię któryś z krewnych, jej latających małp, apelując do Twojego sumienia i robiąc inne rzeczy, które wywołując w Tobie poczucie winy, zmuszą Cię do uległości.

A co, jeśli dowiedziałaś się, że Twoja narcystyczna matka zmarła? Czy iść na pogrzeb? Jak ją wspominać? Co napisać w nekrologu, jaką mowę wygłosić na pogrzebie? Kiedy umarł mój przyzwalający ojciec, trzeba było przygotować mowę na pogrzeb. W wykonaniu mojej matki była to istna hagiografia. Mój ojciec miał pewne zalety i jest parę rzeczy, za które mu jestem wdzięczna, ale w całej tej powodzi lukrowanych kłamstw, tylko kilka zdań było moich - reszta została napisana pod jej dyktando. Nie pozwoliła mi nawet na najlżejszą szczerość na temat zmarłego, zabroniła wspominać o wielu rzeczach, które koniec końców stawiały go w ludzkim świetle (np., że łatwo wpadał w złość, ale nigdy nie chował długo urazy). To był ostatni raz, kiedy przełknęłam tego rodzaju przemoc (nawet w ostatnim pożegnaniu z ojcem nie mogłam powiedzieć prawdy!). Ustąpiłam, bo ostatnie, czego pragnęłam, to awantura nad trumną, do której niewątpliwie by doszło. Kiedy Twoja narcystyczna matka będzie umierała, będzie miała taki sam stosunek do podsumowania jej życia. Albo ideał, albo cisza. Tego samego spodziewaj się od rodziny po jej śmierci.

Jeśli moja matka będzie umierająca, na pewno jej nie odwiedzę, ani w żaden sposób nie nawiążę z nią kontaktu. Kiedy umrze, dominującym uczuciem będzie ulga. Żałobę po matce przeżywam już teraz, więc kiedy naprawdę umrze, będzie to już tylko formalnością. A poczuję ulgę, bo póki ta psychopatka chodzi po powierzchni Ziemi, stanowi dla mnie zagrożenie. Póki ona żyje, nie wiem, co znowu zdoła wymyślić, by mi dokuczyć. Nie życzę jej śmierci, ale powitam ją z ulgą. Na pogrzeb również nie pójdę, bo nie zamierzam uczestniczyć w tym pełnym hipokryzji cyrku, jakim jest wspominanie zmarłej narcyzy. Nasza kultura zawiera przykazanie, że o zmarłym albo dobrze, albo wcale. Wybieram więc milczenie.

Jeśli jednak chcesz się wybrać na pogrzeb, zastanów się: jak zareagujesz, kiedy ktoś Ci będzie składał kondolencje? Czy będziesz w stanie szczerze pocieszyć osoby, które będą po zmarłej płakać? Jak opowiesz o zmarłej, kiedy ktoś Cię wywoła do wypowiedzi na konsolacji? Wreszcie - jak obronisz się przed osądzaniem i krytykowaniem? Może się okazać, że nie wystarczy, że pójdziesz na pogrzeb, będziesz zachowywała się godnie i cicho: Przyzwalający ojciec lub Twoje rodzeństwo może wprost żądać, żebyś w demonstracyjny sposób rozpaczała po kimś, kto Ciebie nigdy nie kochał. Mimo tego, że doskonale wiedzą, że ta osoba Cię całe życie krzywdziła. Możliwe, że będziesz odczuwała żałobę - po dobrych chwilach, po tym, kim nigdy Twoja matka nie była, po swoich cichych marzeniach o jej miłości. W końcu to dopiero śmierć jest prawdziwym kresem wszelkiej nadziei. Ale Twoja żałoba nie będzie Twoją prywatną sprawą - będzie nacisk, byś ją przeżywała dokładnie tak, jak życzą sobie Twoi krewni, poddani narcyzy - ich zdaniem, nawet w tej sprawie nie masz prawa do własnych uczuć i realizacji własnych potrzeb. Jeśli wśród Twojej rodziny są narcyzi, mogą wykorzystać okazję, by przyciągnąć do siebie uwagę. Mogą Cię obwiniać i  krytykować publicznie. Pogrzeby i śluby to wymarzone dla nich chwile, by zrobić dramatyczną scenę Twoim kosztem. Takie okazje są pełne emocji, więc wrogo nastawieni, agresywni narcyzi pozwolą sobie nawet na więcej niż zwykle: napad werbalnej czy fizycznej agresji, wrzaski czy inne zachowanie, które będą próbowali usprawiedliwiać utratą kontroli nad sobą. Moja matka, jak została wdową, stała się jeszcze bardziej agresywna i napastliwa niż zwykle, bo uważała, że jej sytuacja pozwala na wszelkie okrucieństwo wobec mnie. Być może przejdzie Ci przez myśl, żeby pójść na pogrzeb, żeby wesprzeć swoich krewnych. Zastanów się jednak, czy naprawdę jesteś im to winna? Latami pozwalali na przemoc narcystycznej matki wobec Ciebie, służyli jej, pomagali, udawali, że nic nie widzą, po zerwaniu wzięli jej stronę nie pytając Cię nawet, co się naprawdę wydarzyło. Czy naprawdę uważasz, że potrzeby tych ludzi powinny stać nad Twoimi?

Po śmierci narcyzy może Cię czekać jeszcze jedna niemiła niespodzianka: zostaniesz wydziedziczona albo pominięta w testamencie. Nawet jeśli wywiązywałaś się ze swoich obowiązków córki, jeśli nawet nie tylko utrzymywałaś kontakty z matką, ale to właśnie Ty opiekowałaś się nią, kiedy stała się stara i niedołężna. A pieniądze dostanie np. Twój brat, Złote Dziecko, który w czasie ostatnich pięciu lat trzy razy do niej zadzwonił. To taki ostatni akt złośliwości z jej strony: chce władać i karać Cię nawet po śmierci. Wielu ludzi latami znosi prześladowanie, okrucieństwo, poniżenie, całościowo opresyjne zachowanie, bo liczą, że po śmierci toksycznych rodziców odziedziczą ich majątek. Uważają, że to kiepska, bo kiepska, ale zawsze jakaś rekompensata za lata złego traktowania. Lepsze pieniądze niż nic. To złudna nadzieja. Dostałam sporo listów od czytelniczek, które bardzo wiele poświęciły matce, a potem zostały bez słowa pominięte w jej ostatniej woli. Dodatkowo, narcyza może skłonić Twojego ojca, by Cię pominął - tak stało się u mnie, ojciec krótko przed śmiercią wszystko zapisał matce. Należy mi się jednak zachowek, którego wypłaty matka odmówiła. Sprawa jest złożona w sądzie, matka nie ma szans, bo mam dużo dowodów na to, że wywiązywałam się należycie z obowiązków córki wobec ojca. Robiłam to z miłości, a nie dla pieniędzy (sama dorobiłam się wszystkiego, co mam) i nie myślałam wtedy o "zbieraniu kwitów". Na szczęście to co mam, w zupełności wystarczy. Tobie jednak radzę zbierać dowody swojej postawy jako córki: listy, e-maile, smsy, billingi telefoniczne, zdjęcia z wizyt u rodzica, rachunki za prezenty, leczenie, usługi, które dla nich opłacałaś. Spodziewaj się, że rodzina będzie oburzona, że chcesz swojej części spadku. Moja matka, kiedy upomniałam się o zachowek, była oburzona, uważała, że nie mam miłosierdzia i mszczę się na niej (!). Jako typowa narcyza uważała, że ma jakieś specjalne uprawnienia i prawo o zachowku jej nie dotyczy. Więcej o tym pisałam tutaj. W czasie procesu spodziewam się krwawej jatki: bezczelnych kłamstw, fałszywych świadków. Ale zniosę to - zachowek po ojcu mi się należy i basta, nie spocznę, póki go nie dostanę. Kiedy matka przegra w sądzie z pewnością będzie uważała się za wielce skrzywdzoną, a ja będę "zła i okrutna". Choć to oni mnie skrzywdzili pomijając mnie w spadku. Radzę Ci także zbierać dowody na to, jak Cię matka traktuje na wypadek, jeśli zechce Cię pozwać o alimenty. Ona to może zrobić nawet jak nie będzie w niedostatku, bo uważa po prostu, że zaspokajanie jej potrzeb to Twój obowiązek. Jest jednak możliwość uniknięcia alimentów także z powodu tego, że matka jest ich niegodna. Więcej na ten temat dowiesz się od prawnika.

Więcej o śmierci narcystycznego krewnego: When your abuser dies.

Tak by wyglądał szczery nekrolog opresyjnej matki: Abuser's obituary.

Prawda we wspomnieniu o zmarłej: Truth + Obituary

środa, 23 marca 2016

Kiedy narcystyczna matka staje się stara i niedołężna

Kiedy przechodzisz na Zero kontaktu jest jedna myśl, która może Cię niepokoić bardziej niż inne. Co się stanie, kiedy Twoja matka stanie się naprawdę stara? Kiedy nie będzie w stanie samodzielnie egzystować? Co, jeśli ciężko zachoruje? Co się z nią stanie, kto się nią zaopiekuje?

Pamiętaj, że to jest dorosła kobieta, odpowiedzialna za siebie. To jej zadanie zaplanować sobie starość tak, by mieć opiekę. Jeśli przez lata niszczyła swoją najbliższą rodzinę, naturalną konsekwencją jej decyzji będzie to, że zostanie na starość sama. Każdy człowiek dokonuje wyborów w swoim życiu i nie może oczekiwać, że to inni ludzie poniosą tego konsekwencje.

Moje osobiste zdanie jest takie: Twoje zobowiązanie wobec matki jest równe temu, co ona dała Tobie w wymiarze opiekuńczym, kiedy Ty byłaś mała. Kiedy byłam dzieckiem, nie chodziłam głodna czy brudna, miałam przybory szkolne, własny kąt czy ubrania (co prawda kiepskie w porównaniu z tym, co matka kupowała dla siebie, ale zawsze). Minimum egzystencji. Moja matka nie pielęgnowała mnie w chorobie (obwiniała mnie, że choruje, co miało niszczyć jej życie), szczerze nienawidziła opiekuńczych obowiązków (np. kąpania czy czesania włosów dziecku), zawsze się brzydziła i nadal się brzydzi całej tej fizjologii związanej z opieką nad chorymi. Nie gotowała, nie sprzątała, nie robiła zakupów. Nie przytulała mnie, nie rozmawiała ze mną, nie wspierała mnie, nie brała pod uwagę żadnych moich potrzeb poza zupełnie podstawowymi. Biła mnie, poniżała, ośmieszała. Co więc jestem jej winna? Tyle samo, ile ona mi dała dobrego. I to nie jest forma zemsty, jak ona na pewno by pomyślała. Nie będę jej przecież biła. Dam jej tyle, ile dostałam od niej. Skrzywdziła mnie, moje dzieci, mojego męża, mojego ojca, który może żyłby dużo dłużej, gdyby nie poświęcał całej energii i uwagi na zaspokajanie jej potrzeb. Nie jest warta żadnego mojego wysiłku poza minimum. Nie zasłużyła na to.

Moja matka jeszcze nie jest ani bardzo stara, ani niedołężna. Kiedy tak się stanie, podejmę ostateczną decyzję, dzisiaj myślę, że zapłacę za jej dom opieki (ale nigdy nie dam jej do ręki ani grosza), jeśli jej własne dochody na to nie pozwolą. By miała gdzie mieszkać, co jeść i podstawową opiekę. Tyle jej chcę dać z własnej woli. Jest raczej mało prawdopodobne, by tego potrzebowała, bo ojciec pominął mnie w testamencie i matka ma dość majątku, by samodzielnie zapłacić za swoją opiekę. Ale nie wykluczam tego. Uważam, że w pierwszej kolejności winna zwrócić się do znajomych, którym zawsze poświęcała sto razy więcej uwagi i troski, niż mnie i mojej rodzinie. Moja matka ma też młodszą o kilkanaście lat siostrę - która była dla niej o wiele ważniejsza niż ja kiedykolwiek. Moi rodzice regularnie do nich jeździli zagranicę. Mój ojciec np. wykonywał u nich prace budowlane, w czasie kiedy odmawiali nam jakiejkolwiek pomocy, tłumacząc się, że dziadek jest zbyt słabowity, by wyjść ze śpiącym niemowlęciem na dwie godziny na spacer, żebym mogła się przespać raz na tydzień. Jak byłam po operacji, matka zorganizowała sobie rozrywkowy wyjazd z koleżankami, choć wiedziała, że nie będę w stanie sama zająć się swoimi dziećmi przez kilka dni, a mąż utknął zagranicą. Poratowały mnie płatna opiekunka i koleżanki. To jeden z dziesiątek przykładów. Teraz kolej przyjaciółek matki i jej siostry, by wzięły na siebie zobowiązania wobec niej, stosownie do pozycji w jej życiu, którą zajmowały przez dziesięciolecia. Już im szczerze współczuję, gdyż jestem pewna, że matka będzie jedną z tych zjadliwych, zgorzkniałych, nienawistnych staruszek, które mają pretensje do całego świata i nieustanne roszczenia oraz zatruwają wszystkich jadem swojej krytyki.  Tych wrednych staruszek, które są starannie omijane na szpitalnych korytarzach przez besztane i krytykowane pielęgniarki, i których opiekunki, rzucające pracę z płaczem, zmieniają się jak w kalejdoskopie, bo żadna z tą złośliwą jędzą nie jest w stanie wytrzymać dłużej niż dwa tygodnie.

Dziś myślę, że gdyby doszły mnie słuchy, że matka popadła w nędzę nie ze swojej winy i naprawdę potrzebuje opieki, a nie ma nikogo, najpierw bym sprawdziła za czyimś pośrednictwem, czy tak jest naprawdę, bo wiem, że jest nałogową kłamczuchą i manipulantką. Jeśli to by się potwierdziło, zorganizowałabym dla niej i opłaciła opiekę, ale nigdy nie spotkałabym się z nią osobiście i nie podjęłabym żadnej opieki osobistej nad nią. Zero kontaktu obowiązuje do końca życia. Sporo zależy tutaj jeszcze od jej dalszej postawy. Jeśli nie da mi spokoju, jeśli będzie próbowała mnie ciągać po sądach czy formalnie fałszywie mnie oskarżać, nie dostanie ode mnie zupełnie nic i jej los będzie mnie obchodził mniej niż los obcych ludzi. Zresztą nawet w sensie formalnym, gdyby mnie matka pozwała o alimenty na siebie, osobę o takich "osiągnięciach" względem dzieci można uznać za niegodną alimentacji.

Jeśli Twoje zdanie jest takie, że nie zamierzasz nic zrobić dla swojej toksycznej matki do końca jej życia - też masz takie prawo. Nikt z boku nie jest w stanie ocenić jak bardzo skrzywdziła Cię Twoja narcystyczna matka i co masz prawo czuć do niej. Ludzie lubią oceniać innych na podstawie skrawków informacji, lubią wygłaszać tyrady o zobowiązaniach (najchętniej zobowiązaniach innych, nigdy swoich), twierdzić mogą, że przeszłość nie ma znaczenia wobec tego, że ta osoba jest teraz potrzebująca. Ale Ty też byłaś potrzebująca jak byłaś bezradnym dzieckiem i wtedy jakoś nikt się nad Tobą nie litował i nie wzywał Twojej matki do wypełnienia zobowiązań rodzicielskich. Przetrwałaś dzięki wewnętrznej sile i czasem pomocy z zewnątrz (sama miałam szczęście do ludzi, pokochało mnie też kilku dobrych mężczyzn), ale nie miałaś wyboru, kiedy byłaś dzieckiem, byłaś skazana na jej łaskę, a raczej niełaskę. Ona zaś, zanim stała się niedołężną staruszką miała całe swoje dorosłe życie i wszelkie możliwości, by zapewnić sobie odpowiednią starość - czy to poprzez oszczędzanie czy poprzez dobre stosunki z rodziną, która z własnej woli będzie się nią opiekować. Nie Ty jesteś odpowiedzialna, jeśli tego nie zrobiła. Ty nie miałaś wyboru, a ona tak. Tutaj tkwi cała różnica.

 I nie jest prawdą, że przeszłość nie ma znaczenia. Mówienie czegoś takiego jest gwałtem na uczuciach osoby, którą ta przeszłość dotknęła - to jakby powiedzieć jej, że jest nieważna, jej uczucia nieistotne, a wszystko co przeżyła zostało anulowane wyłącznie z powodu upływu czasu. Kiedyś pracowałam w ośrodku dziennej opieki dla osób z chorobą Alzheimera. Było tam małżeństwo, mąż był już poważnie chory, a żona nie chciała podejmować nad nim pełnoetatowej opieki, na co naciskał personel ośrodka. Fizycznie dałaby jej radę, ale jej małżeństwo było pełne ambiwalentnych uczuć. W przeszłości jej mąż regularnie i niespecjalnie się ukrywając wielokrotnie ją zdradzał, publicznie poniżał, znęcał się nad nią psychicznie. Mimo to, nie opuściła go, choć był dla niej krzywdzicielem, pomagała mu, kiedy z tamtego mężczyzny już nic nie zostało. A kiedy zachorował, wszyscy oczekiwali, że zapomni całkiem o tym, co on jej zrobił i zajmie się nim z poświęceniem, którego on nie był godny. Byłam jedyną osobą wśród personelu, która ją rozumiała i nie potępiała. W końcu, po wielu rozmowach udało nam się ustalić z nią, jaki jest poziom opieki i poświęcenia, który ona sama, z własnego wyboru chce dać mężowi. Było to i tak całkiem sporo, jak na to, co ją z jego strony spotkało, więcej niż humanitaryzm nakazywał. I to jest kluczowe - własny wybór. Ty też musisz przystąpić do rozmowy sama ze sobą: co dla Ciebie jest ważne, co chcesz dać, co wybierasz, ile dajesz. Ważne, żeby to było dobrowolne, żeby to była Twoja własna decyzja. Tylko wtedy nie będzie to kolejnym wymuszonym zobowiązaniem i gwałtem na Twojej dorosłej tożsamości.

Rozumem także, jeśli chcesz dać swojej narcystycznej matce więcej niż ja uważam za słuszne. To, że Twoja matka Cię nigdy nie kochała, nie znaczy, że Ty jej nie możesz kochać czy chcieć dbać o nią. To Twoja decyzja, tylko dobrze ją rozważ. Przeczytałam na tym blogu o decyzji autorki, by zapłacić zaległości mieszkaniowe swojej matki. Nie wiem, co ja bym zrobiła na jej miejscu. Najprawdopodobniej bym rozważyła jaki był udział mojej matki w tym i pozwoliła jej ponieść konsekwencje, jeśli doszłabym do wniosku, że popadła w długi z własnej winy. A może zapłaciłabym powstałą zaległość, ale zapowiedziała jasno, że od teraz tylko ona jest za to odpowiedzialna. Jedno, co jest ważne, to ustalić, czy kieruję się starym poczuciem winy czy nadmiernym braniem odpowiedzialności za matkę, które jest narcystyczną opresją czy naprawdę własną decyzją. W tym pomaga psychoterapia albo chociaż poradzenie się drugiej osoby. Wyobraź sobie też taką sytuację jakby dotyczyła Twojej przyjaciółki. Co byś jej doradziła? Trudno jest podejmować własne decyzje czy opierać się na naprawdę własnym systemie wartości, póki nie przejdziesz większości etapów zdrowienia po narcystycznej opresji, o czym jeszcze będę pisać. Ważne jest także, by rozważyć jakie będą konsekwencje tej decyzji dla Ciebie i czy będziesz umiała postawić granice swojej pomocy dla matki. Być może matka autorki wyciągnęła wnioski i skorzystawszy z pomocy dbała o swoje rachunki i już nie było tematu. Albo odkładała odpowiednią kwotę na czarną godzinę utraty pracy. Ale bywa różnie - taka jednorazowa pomoc może stać się dla Ciebie nowym, niekończącym się zobowiązaniem, bo ile razy matka wpadnie w kłopoty, tyle razy będzie uważała, że osobą, która musi je rozwiązać jesteś właśnie Ty. I np. będzie wydawała nierozważnie pieniądze, bo będzie wiedziała, że zniewolona córka zawsze zapłaci za czynsz, więc już nie musi się nim kłopotać.

Jest tutaj jeszcze jedna pułapka, którą genialnie zastawiła na swoje córki (moją matkę i jej siostrę) moja narcystyczna babka i jest dość typowa dla niedołężniejących narcyz. Otóż, jak babcia w końcu stała się niedołężna i nieuleczalnie chora, odmawiała wszelkiej pomocy poza osobistą pomocą swoich córek i wnuków. Chociaż jedna mieszkała zagranicą, a druga akurat miała ciężko chorego męża. Nie chciała się zgodzić na dom opieki czy hospicjum (kiedy była umierająca), nie chciała się zgodzić nawet na dochodzącą pielęgniarkę czy opiekunkę społeczną. Chciała zmusić córki, by któraś wzięła ją do siebie, a skoro tego nie robiły, wolała mieszkać sama z mężem staruszkiem i jechać po swoich córkach i wnukach, ile razy się u niej pojawiły, by pomóc: były złe, niedobre, niekochające, zostawiły biedną staruszkę samą sobie bez opieki, itd. itp. Wymagała, by wszyscy rzucili swoje życie i zajmowali się wyłącznie nią, nie zwracając uwagi na żadne życiowe ograniczenia potomstwa. Żadne pośrednie rozwiązania, które pozwalałyby poszerzyć opiekę nad nią ponad to, co mogły dać jej córki i wnuki nie wchodziły w grę. Pielęgniarki odmawiały już przychodzenia do niej, bo je obrażała albo nie otwierała im drzwi. Matka załatwiała jej opiekunkę społeczną, a babka dzwoniła do opieki i mówiła, że z niej rezygnuje. Babce nie chodziło o to, by mieć opiekę, ale by swoje córki kontrolować, szantażować, wpędzać w poczucie winy i poniżać, jak czyniła to przez całe życie. Postawiła do końca na swoim, bo żadna z córek nie potrafiła się jej przeciwstawić. To, ja, niekochana wnuczka, dziecko niekochanej córki musiałam pomóc w organizacji pogrzebu, a mój ojciec (sam śmiertelnie chory) powiadamiał rodzinę. Babka się wysłużyła swoją córką, a matka wysłużyła się mną i ojcem. Nie daj się w to wrobić. Gdyby to moja matka tak się zachowywała, postawiłabym sprawę jasno: albo idzie do domu opieki lub przyjmuje pomoc pielęgniarki albo zostaje sama ze swoim wyborem.

A co, jeśli zechcesz jednak osobiście się nią opiekować? W zmaganiach z opieką nad niedołężną narcyzą, jeśli utrzymujesz z nią emocjonalny Mały Kontakt ważne jest odróżnienie spraw ważnych od małych. To nie jest czas, kiedy możesz jeszcze czegoś swoją narcystyczną matkę nauczyć na przyszłość. W małych sprawach może warto dać jej postawić na swoim. W dużych sprawach - np. jeśli odmawia przyjmowania leków bo "lekarz ją traktuje bez szacunku" (choć to ona go obraża), efektywnym sposobem może okazać się przedstawianie jej wszystkich spornych spraw w kontekście jej własnego interesu. Np. można powiedzieć, że jeśli nie będzie brała lekarstw, ten nie szanujący jej lekarz będzie bywał tu częściej, a kto wie, czy inny nie będzie jeszcze gorszy. Jeśli narcyza obraża pielęgniarki, nie ma większego sensu przemawianie do jej przyzwoitości czy wyobrażeń na temat uczuć pielęgniarki. Lepiej jej powiedzieć, że jeśli będzie dla nich miła, to zawsze chętnie zrobią to, o co je prosi, w jej interesie leży być miłą. Zrobi to dla siebie, nie dla nich. Spróbuj wyznaczyć też granice złego traktowania ze strony matki, choć oczywiście masz tu ograniczone pole manewru: nie możesz nie zaglądać do niej przez dwa tygodnie, ale możesz wyjść z jej pokoju i nie wracać przez pół godziny, jeśli Cię obraziła. Wymagająca uwagi narcyza staje się jeszcze bardziej wymagająca, kiedy staje się niedołężna, największym wyzwaniem prawdopodobnie będzie odmawianie bycia stale dyspozycyjną. Wyznacz powody (spisz to na kartce i zrób kopię dla siebie), dla których matka może Cię zawołać lub do Ciebie zadzwonić, a pozostałe muszą czekać do chwili, kiedy zajrzysz do niej. Trzymaj się tego twardo, inaczej będziesz biegała do pokoju narcyzy kilkadziesiąt razy na godzinę, bo poprosi o gazetę, za chwilę o okulary, potem o szklankę wody, motek włóczki, inną gazetę, itd. itp. Jeśli wybrzydza na Twoje posiłki (zakładam, że dostaje u Ciebie normalne, pełnowartościowe jedzenie), nie gotuj jej czegoś innego w nadziei, że zje, tylko po prostu zabierz i nie dawaj nic aż do kolacji. Nie czuj się odpowiedzialna za to, że ona ma zjeść, to jej wybór.

Przydatne może się okazać też korzystanie z metod behawioralnych. Normalnie metod takich używa się z dziećmi mającymi problemy z zachowaniem, ale bardzo starzy ludzie często dzieci przypominają. Mały przykład: jeśli matka przez określony, krótki czas będzie zachowywać zgodnie z zasadami (np. powstrzymywać się od wyzwisk czy wyrzutów przez cały dzień), zasłuży na jakąś specjalną nagrodę - np. upieczesz jej ulubione ciasto, albo spędzicie trochę czasu tak, jak ona lubi. Brzmi śmiesznie, ale zapewniam Cię, że przynosi skutki, choć nie są one trwałą zmianą. Pamiętaj, że Twoim obowiązkiem wobec narcystycznej matki, którą się osobiście opiekujesz jest fizyczna opieka nad nią, pomoc w ubieraniu, kąpieli, czy jedzeniu, podawanie lekarstw itd. Wszystko inne (np. ekstra spędzony przy jej łóżku czas np. na czytaniu jej książki czy zorganizowanie wizyty jej kuzynki) to przywileje, których spełnienie to wyłącznie Twoja dobra wola. Jeśli matka źle się zachowuje, uzależnij przywileje od poprawy jej zachowania.

Będziesz odczuwała nadzieję, że teraz, jak się opiekujesz matką jak wzorowa córka, ona wreszcie Cię doceni. Powstrzymaj takie oczekiwania, bo niewątpliwie spotka Cię zawód - narcyzi się nie zmieniają. Nie daj się wpędzić w poczucie winy, bo opieka nad matką to znakomita okazja dla niej, by Cię jeszcze zapamiętalej krytykować i obwiniać o wszystkie swoje nieszczęścia. Poczucie winy jest naturalnym elementem opieki nad każdym pacjentem nie rokującym nadziei na poprawę - często doświadcza się bezradności czy żalu, że nie można bardziej pomóc. Ale narcystyczna matka będzie jechała na Twoim poczuciu winy, by Cię kontrolować i poniżać.
Pamiętaj, że masz prawo do części swojego życia, staraj się zachować jak najwięcej ze swojego życia towarzyskiego, będziesz potrzebowała wsparcia innych ludzi. Możesz też skorzystać z pomocy psychologa. Może Ci się przydać też Technika szarego kamienia. Logiczne, nie emocjonalne odpowiedzi, zmiana swoich reakcji na jej zachowanie (jej zachowanie bardzo trudno zmienić). Niemniej jednak porady, by nie brać osobiście tego, co mówi narcyza uważam za nierealistyczne, to będzie bardzo bolesne doświadczenie, tak czy inaczej. Jeśli jesteś dorosłą córką narcyzy i opiekujesz się nią, podziel się z nami proszę swoim doświadczeniem.





A co kiedy nadchodzi ten dzień i wiadomość o agonii lub śmierci Twojej narcystycznej matki? O tym wkrótce.